Bufet

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Pon 1 Lis - 23:13

- Nie widzę związku. Ja siadam na twoich kolanach, twoja dupa prawdę powiedziawszy mało mnie obchodzi - odparła, po czym z rozbrajającym uśmiechem chwyciła jego dłoń, w której trzymał owoc, zniżyła ją do poziomu swoich ust i odgryzła kawałek. Étaín nie tylko siadała na kolanach braci i przyjaciół, ale również bezczelnie wyciągała im ubrania z szafy, by potem móc je nosić, albo perfidnie dobierała się do tego, co jedli. Oczywiście oni z jej strony mogli liczyć jedynie na nieustające kuksańce, potoki słów czy wyzwiska. Ale i tak wszyscy ją kochali. - Kurwa, Holden, nie pierdol - wyraziła się jakże dobitnie - Jak będę się chciała umawiać, to to zrobię. Jak będę chciała pocałować pierwszego faceta jaki się nawinie to też to zrobię - Aby nadać swoim słowom wiarygodności, podeszła do najbliższej stojącego chłopaka, którym okazał się na jej nieszczęście Drew (skąd miała wiedzieć!), chwyciła go za koszulę, stanowczo przyciągnęła do siebie i złożyła na jego ustach niebywale namiętny pocałunek. - Sory, nadopiekuńczy kumpel - mruknęła, klepiąc go w ramię po czym wróciła do Puchona. - Nie gap się, Sheridan.
Delikwent byłby biedny, ale Seward nie pozwoliłaby go tknąć nawet palcem! Bo zakładając, że dziewczę kiedykolwiek straci cnotę, straci ją z kimś na kim będzie jej zależało. Bardzo. Zbyt bardzo ceniła samą siebie by pozwolić obłapić się pierwszemu lepszemu. Poza tym, co z tego, że jest jedną z ostatnich dziewic na roku? Przecież świat się nie kończy, ma jeszcze czas na doznawanie cielesnych uciech. Nic jej nie poganiało, prawda?
- Hooooldziu, przynieś mi mleczka... albo herbatki z rumiankiem - Etka postanowiła udowodnić mu, że jest w błędzie i przytuliła się do niego mocno, zadarła główkę do góry by móc spojrzeć na chłopaka po czym uroczo zatrzepotała rzęsami. Wyglądała jak pięciolatka i tylko najbardziej nieczuły cham mógłby czegoś jej odmówić. Sporą zasługą była sama suknia - przecież próżno czekać, aż Étaín taką założy, a odsłonięte plecy... przestała przypominać dziecko, pierwszy raz udowadniając, że dorastającą kobietą. Jednakże nie czuła się komfortowo. Kiedy tylko dotrze do swojego dormitorium od razu pozbędzie się tych wszystkich szatańskich pomiotów! - Skarbie, jedyne czego ci zazdroszczę, to tak zajebistej przyjaciółki jak ja - zachichotała wesoło, odruchowo poprawiając grzywkę. Kochała go za tą opiekuńczość, ale czasami mógłby wyluzować. Przecież Et nie zrobi nic głupiego, za Audrey odpowiedzialności brać nie będzie. Jednakże powinien pozwolić im się sparzyć, aby więcej nie próbowały dotykać ognia. - Nie powiem, chill out. Przyszedłeś tu ze mną to nie skupiaj się na swojej kuzynce, co?
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Holden Sheridan on Wto 2 Lis - 1:00

- No ale skoro ja nie będę mógł siedzieć, to ty nie będziesz miała udostępnionych moich kolan, nie? - zapytał, nawet nie reagując na fakt, iż Etain okrada go z jabłka. W sumie, zdążył się do tego przyzwyczaić, tak samo jak do jej niebywale subtelnych i delikatnych uwag na każdy temat, wiecznego droczenia się i wreszcie obrywania dosłownie za wszystko. W sumie, to było całkiem ciekawe, jakim cudem sprawiała że tyle osób tak ją uwielbiało. - Prawdziwa z ciebie dama - wzniósł oczy do nieba z miną wyrażającą zrezygnowania i zaraz potem zachichotał; kontrast między tym, jak wypowiadała się Et a tym, jak ubrana była był tak wielki, że nie mógł zareagować inaczej. - Mhm, tak, jas... - nie skończył nawet dokończyć swojej drwiącej wypowiedzi gdyż nagle, zanim w ogóle zdążył się zorientować w sytuacji, Etain jakimś sposobem już nie była przy nim, a przy jakimś obcym (nie mógł w końcu rozpoznać, iż jest to Drew) chłopaku i całowała go namiętnie. Kiedy do niego wróciła, stał z szeroko otwartymi oczami i poruszał ustami niczym mało rozgarnięta złota rybka, wpatrując się w nią jak w kosmitę bądź coś również nieprawdopodobnego. Zaraz jednak potrząsnął głową, by jakoś pozbyć się szoku, i przenosił spojrzenie to na Puchonkę, to na chłopaka zastanawiając się, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy też było źródłem jego chorej imaginacji. - Kurwa mać! - wyrwało mu się jako pierwsza reakcja. Bardzo konstruktywne. - Kurwa mać, kurwa, Et, ja pierdolę, co to miało znaczyć?! - Był całkowicie zbity z tropu, a już najbardziej wkurzyło go to, że chłopak którego pocałowała był tak ewidentnie bez winy, że nawet nie mógł go o nic oskarżyć! (Choć gdyby wiedział, że ów szczęśliwiec to Huntington, na pewno nie miałby przed tym żadnych oporów.) - Jak mam się kurwa nie gapić?! I jak ja mam ciebie nie pilnować?! Zwariowałaś do reszty?! - Dobrze, zachowywał się, jakby właśnie zobaczył Etain rozbierającą się przed kimś, a nie całującą, no ale tak czy inaczej to był dla niego szok. Jeśli tym miała go przekonać, że nie powinien jej pilnować, to odniosła skutek przeciwny do oczekiwanego. Zmierzwił nerwowym gestem swoje ciemne włosy, wpatrując się w nią w osłupieniu.
Nie chodziło o to, że chciał zmusić Seward do życia w wiecznym celibacie czy wstąpienia do zakonu a o to, żeby przypadkiem nie związała się bądź nie wdała w głupi romans z kimś, kto mógłby ją skrzywdzić. Jakimś dziwnym trafem żaden chłopak nie wydawał się być odpowiednim dla Puchonki, toteż wolał jej pilnować. Proste. Etain powinna wiedzieć, że wszyscy chcą wyłącznie jej dobra!
- Nie ma mowy, przestań, nie słucham cięęęę! - zagłuszał ją, odwróciwszy się tyłem i uparcie wbijał wzrok gdzieś w tłum, żeby na patrzeć w te jej słodkie oczka. Gdyby bowiem choć na chwilę zerknął na te jej trzepoczące rzęsy i uroczą minę, pewnie momentalnie by zmiękł i spełnił każde jej życzenie. A że musiał jej udowodnić, że to on ma rację, nie mógł sobie pozwolić na słabość. Cóż, trzeba było przyznać, że Etain wyglądała dzisiaj pięknie, jak prawdziwa młoda kobieta - no, pomijając trampki na nogach i niewybredne słownictwo, jakim się posługiwała - i chociażby z tego powodu tym bardziej nie mógł spuścić jej z oczu. Z tego wszystkiego w ogóle zapomniał na chwilę o Audrey i Ślizgonie, z którym rzekomo się obściskiwała. Skrzyżował ręce i wbił w nią poważne spojrzenie. - Tak, przyszedłem tu z tobą, żeby patrzeć jak całujesz jakichś przypadkowych facetów? I ty się dziwisz, że nie chcę ci dać spokoju? Jeśli Audrey zachowuje się teraz tak jak ty, to muszę ją znaleźć - Pozostawał głuchy na racjonalne argumenty. On wiedział swoje - musiał się nimi opiekować, koniec, kropka.
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Wto 2 Lis - 9:40

Drew stał sobie i spokojnie popijał trunek, kątem oka obserwując najbardziej interesującą go osóbkę w tym pomieszczeniu. i nim się do końca zorientował o co chodzi, Etain zaczęła się zbliżać sunąć w balowej sukni.. w jego stronę. Tak, tak w jego stronę. A potem bezczelnie, bez żadnych wyjaśnień po prostu pociągnęła go za koszulę (choć właściwie nie musiała go stawiać przodem do niej, bo sam to uczynił). No i pociągnęła w dół, tym samym stając na paluszkach by pocałować go.
Nie wiedział jak odpowiedzieć na tak nieprzewidywalny gest z jej strony. Co ją napadło i po jaką cholerę całuje jego?! Pierwsza myśl jaka go napadła brzmiała nie inaczej jak parsknąć śmiechem i dać komentarz „jeszcze niedawno nie byłaś taka chętna”. Ale nic nie powiedział. Jego twarz sama z siebie wyrażała ogromne zdziwienie, a oczy błyszczały wcale nie tak nienaturalnie. I nie pozostał dłużny, mając okazję pocałować puchonkę, o nie!
Miał ochotę objąć ją, przysunąć mocno do siebie i nie pozwolić odejść, ale.. no właśnie dziewczyna sama rozpoczęła pocałunek to i go skończyła, poklepując pocieszająco w ramię. A on stał jak ten przysłowiowy słup soli, trzymając w dłoni do połowy nienapełnioną szklankę. Wpatrując się na przemian w Etain i Holdena. Jej odsłonięte plecy jedynie wykazywały, że nie jest już dziewczynką, która wygląda bardziej jak chłopiec.
I mina Drew nie odbiegała od reakcji Holdena, chociaż może w nieco mniejszym stopniu. Ale nie zaczął przeklinać, o nie.
Podniósł bardzo wolno poncz do swoich ust i napił się trunku, rzec by można: jednym łykiem. Jednym, wielkim łykiem nie mogąc wciąż wyjść z zadziwienia.
Etain Seward, z którą zawsze darł koty, którą zawsze poniżał, która uważała go za największego chama, nieświadomie go pocałowała. Drew Huntingtona! Spojrzał na twarz puchona, chcąc upewnić się, że nie rozpoznał go i odetchnął z ulgą. O tak, teraz już na pewno nie może się wydać.
Mimo wszystko, jego usta wykrzywiły się w cale nie takim brzydkim uśmiechu. Może zadowolenia, może po prostu radości – trochę trudno było to odczytać, nie widząc całej twarzy delikwenta. I nawet nie krył się z częstszymi spojrzeniami w stronę tejże dwójki.
Postanowił zadziałać już wtedy, gdy Etain będzie sama. Od razu, jak Holden zacznie się od niej oddalać, nie pozwoli nikomu innemu do niej podejść. I tyle. Poprosi ją o taniec jedynie samymi gestami. I tyle.
Rozmyślał, trochę zły na te przytulanki puchonki do przyjaciela. Nie trawił Holdena, było to wszem i wobec znane i widziane.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Wto 2 Lis - 20:03

- Ależ ja cię bardzo chętnie usadzę! - zaoferowała się z szerokim uśmiechem - A że będziesz jęczał i zwijał się z bólu, to, Holdziu, jest jedynie twój problem. - Może uwielbiano ją ponieważ w swoim przerysowaniu okazywała się niebywale naturalna? Ponadto potrafiła być wdzięcznym słuchaczem, a osoby jej bliskie zawsze traktowała z niewymuszoną czułością i troską. Ojciec, brata oraz dwaj przyjaciele byli najważniejsi w ich życiu i chuchrem będąc była gotowa również stanąć w ich obronie. - Zamknij się - warknęła, po raz enty niezadowolona z jego komentarza. Zacznijmy od tego, że gdyby miast krótkich, czarnych włosów dostrzegła rudą czuprynę, już dawno by jej tu nie było. Gdyby, ach gdyby, wiedziała, że młodzieńcem którego tak niefortunnie wybrała do okazania swojej niezależności jest Drew... z pewnością już pobiegłaby do najbliższej toalety, gotowa wypróżnić zawartość żołądka, dziecinnie szorowałaby usta przez kilka godzin, a na niego nie spojrzałaby na żadne skarby świata. Gdyby wiedziała, że tym chłopcem jest znienawidzony przez nią Huntington, podeszłaby do kogoś innego. Mogła całować każdego osobnika w tej szkole z wyjątkiem jego. Nie rozpoznała go. Nie zdradził go też szyderczy komentarz. Pozostawała w błogiej świadomości, że nie zna tożsamości swej ofiary.
- Właśnie nic nie znaczyło - odparła ze stoickim spokojem - Zrozum, że nie możesz kontrolować mojego życia. Zrobię co będę chciała i z kim będę chciała, a ty nie staniesz mi na drodze. Kocham cię Holden, ale musisz wyluzować - Teraz miał na to dowód, w prawie namacalnej postaci. Nie zamierzała go przekonywać, by zrezygnował ze swojej nadopiekuńczości. Zdawała sobie sprawę, że jest ona częścią jego natury i żadne jej działanie nie wpłynie na jej zmianę. Co chciała? Chciała pokazać mu, że niezależnie od jego działań ona - a tym samym również jego kuzynka - ma wolną wolę i nie będzie pytać go o zdanie, jeśli postanowi coś zrobić. Tak nisko jeszcze nie upadła.
Uważając, że żaden mężczyzna na tym świecie nie jest jej wart? Okej, zgadzam się - faceci to szuje i żaden z nich nie jest godzien żadnej kobiety, ale jeśli praktykować taki tryb myślenia to ludzki gatunek wyginie w najbliższej przeszłości. A Étaín tylko chciała znaleźć kogoś, kogo by pokochała ze wzajemnością, jednakże działania braci i przyjaciół skutecznie jej to utrudniały. I właśnie za to była na nich zła.
- Holdziu, spójrz na mnie chociaż. Nie lubisz mnie, że na mnie nie patrzysz? A przecież ja cię tak ładnie proszę, żebyś przyniósł mi mleczka lub herbatki - kontynuowała swoją próbę zwrócenia na siebie jego uwagi. Unikał jej maślanego wzroku, a to oznaczało, że powoli się łamał. Odrobinę wysiłku i osiągnie zamierzony cel a także otrzyma ukochany napój. Nie ma to jak upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. - Oj, nie dąsaj się już! - zażądała, po czym wspięła się na palce i łagodnie cmoknęła go w policzek - Przyszedłeś ze mną, bo żadna inna cię nie chciała i teraz dzielnie musisz znosić mnie do końca wieczoru! - oznajmiła rozbrajająco. Swoją drogą, musiał mieć problemy wzrokowe, skoro nie potrafił wypatrzeć swojej kuzynki w tłumie. Kto inny miał tak rudy łeb?
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Cyril Neithar on Sro 3 Lis - 16:07

Gdy mówiła, zerknął na zegarek i dał teatralny upust przeciągłym ziewnięciem, podczas którego zakrył nonszalanckim gestem usta. Leniwym wzrokiem toczył od jej oczu przez chłopięce ciało odziane w obszerną bluzę, żurawinowy sok kołyszący się w kieliszku, grę świateł na posadzce, twarze nieco podchmielonych uczniów...
Uczta dla zmysłów, naprawdę.
Ale najprzyjemniejszy w oględzinach był sok. Głęboka czerwień przywodziła mu na myśl krew. Krew! Błękitne oczy błysnęły tęsknie. Ile by dał, by wdać się teraz w jakąś burdę, porzucić niefrasobliwie nonszalancki ton i roztrzaskać komuś kość nosową, zatopić pięści w skórze policzków, otrzeć knykcie o cudze zęby zroszone krwią.
Westchnął, znów zerkając na zegarek. Monolog Gillian osiągnął stan krytyczny, a jej chrypliwy od przepalenia głos stawał się coraz bardziej irytujący.
Przy "dostrzegasz we mnie wartość" prychnął głębokim śmiechem, który już po chwili zmienił się w niekontrolowany rechot. Otarł wyimaginowaną łzę wzruszenia i spojrzał na nią z wyraźnym rozbawieniem. Reszty słów nie dosłyszał nawet, zagłuszając je przypadkowo własnym śmiechem.
- Jesteś fenomenem, Gillian... i muszę przyznać, że większej hipokrytki od ciebie chyba jeszcze nie spotkałem - rzekł, skłaniając się jej płytko.
- Ale teraz wybacz. Głowa mnie rozbolała od wysłuchiwania pseudointeligentnego bełkotu, a me uszy szczególnie wrażliwe są na nieudolne próby pozornego zagłębiania się na płycizny psychiki drugiego człowieka.
Odstawił kieliszek z sokiem żurawinowym i zbliżył się o kilka kroków. Zmrużył nieznacznie oczy. Była wysoka. Chyba tylko to mógłby w niej na chwilę obecną polubić. Nie dostałby bólu kręgosłupa od stania twatzą w twarz z Krukonką, bo nie musiałby wiecznie pochylać głowy.
No i ten zapach. Kawy i papierosów. Typowe.
Nim mogła się spostrzec, szczupłe i ciepłe palce Cyrila ujęły jej wiotką dłoń, a usta chłopaka na ułamek sekundy musnęły miękką skórę na wierzchu dłoni. I znów, osoba postronna uznałaby, że żegnają się przyjaciele. Albo, broń Merlinie, kochankowie!
- Wobec tego, żegnaj, droga Gillian, życzę ci miłego wieczoru - dodał, lecz w głosie zabrzmiała lekka, nienatarczywa złośliwość. Skłonił się raz jeszcze i sprężystym, władczym krokiem opuścił Wielką Salę.
avatar
Cyril Neithar
Dorosły

Liczba postów : 32
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Sro 3 Lis - 17:20

Cóż, nie miał żadnych praw, aby zamienić się chociaż na chwilę z Holdenem i otrzymać (całkowicie) świadomy pocałunek. Z drugiej jednak strony, czy przyjaźń by mu wystarczyła? Złapał się na brutalnym porównywaniu się z puchonem, co go zirytowało. Odłożył szklankę na bok, na stół nie martwiąc się czy ktoś ją uzna za czysta i się z niej napije, czy się stłucze czy cokolwiek innego. Żywot szkła go nie interesował – proste.
Nim cokolwiek przedsięwziął, musiał sobie w główce obmyślić. Aby nie wkopać siebie chociaż małym gestem czy ironicznym uśmiechem. Wolał pozostać w pamięci puchonki jako tajemniczy nieznajomy niż rudzielec, którego nienawidzi. Dlatego zbliżył się do dwójki uczniów i najpierw spojrzał na chłopaka, potem na Etain, głównie do niej kierując swoje następujące słowa:
- Przepraszam, że przerywam wam rozmowę, ale moglibyśmy porozmawiać? Umilając sobie czas tańcem? – Po raz kolejny zdziwił się brzmieniu swojego nowego głosu, nie mogąc zwyczajnie się do niego przyzwyczaić. Niezwykle ciepły i miękki, można by powiedzieć trochę … „kluchowaty” (jeśli wiecie co mam na myśli). W akompaniamencie sympatycznego uśmiechu, efekt przechodził wszelkie oczekiwania Drew co do swoich zdolności aktorskich. Przynajmniej tak sobie wmawiał.
Krótka piłka.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Sro 3 Lis - 21:44

Aż strach pomyśleć co działo się teraz w głowie Huntingtona! Gdyby Seward mogła usłyszeć owe myśli, z pewnością wykorzystałaby je przeciwko niemu. Sama żywiła doń dozgonną nienawiść, której - jej zdaniem - nic nie było w stanie zmienić. Drażniło ją jego zachowanie, obecność, nawet kolor włosów. Nigdy świadomie by go nie dotknęła - oczywiście nie mówimy tu o zaserwowaniu ciosu prosto w brzuch - a tym bardziej pocałować. Miał szczęście, że w tym czarnowłosym i zupełnie obcym jej młodzieńcu nie rozpoznała Drew, gdyż w przeciwnym razie już dawno by jej to nie było.
Spojrzała na chłopaka to ze znużeniem to z rozbawieniem. Czy naprawdę sądził, że skoro zupełnie przypadkowo go pocałowała będzie również chciała przeprowadzić z nim wymuszoną konwersację? Przecież do niczego jej to nie zobowiązywał. Na słowo taniec zaśmiała się w duchu - wszyscy wiedzieli, że mała Sewardówna tańczyć nie potrafi i lepiej nawet tego sportu jej nie proponować. Jeszcze wprowadzi ogólny rozgardiasz na salę.
- Ja nie mam nic przeciwko - uśmiechnęła się - Holdenowi z pewnością przyda się trochę tańca, a skoro nie czuje się ukontentowany moim towarzystwem, może ty to zmienisz.
Jak ona uwielbiała łapać za słówka! Jedno niedociągnięcie i potrafiła odmienić cały sens wypowiedzi!
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Sro 3 Lis - 21:52

Gdy tylko Etain odezwała się, na końcu jego języka pojawił się złośliwy komentarz dotyczący orientacji Holdena. Świerzbiło go strasznie, a jednak nie mógł sobie pozwolić na ripostę! Mogła sobie bezczelnie z niego szydzić? Oczywiście, że nie. Musi odpowiedzieć jedynie w bardziej dyplomatyczny sposób.
Na jego twarzy zakwitł szeroki uśmiech, a on spojrzał w stronę znienawidzonego puchona. I kto go nagrodzi za dobrą grę aktorską? No kto?! Nie odpowiadajcie proszę.
- Wolałbym nie pozbawiać możliwości kolegi do rozpoczęcia rozmowy z bardziej ciekawą osobą niż ja. Mielibyśmy też nie mały problem, kto ma prowadzić w tańcu. – To czy miałby Holden mu za złe, miał głęboko w swoim poszanowaniu. Słowa co innego, co innego myśli prawda? Prawda. Nikomu się z nich nie spowiadał. – Konkretniej chciałbym sprawdzić moje możliwości taneczne z partnerką. Można powiedzieć, że czuję się nie tyle do tego zobowiązany, ile otrzymałem prawo do wyjścia z taką propozycją. – Końcówka jego ust pomknęła w górę, trochę w kpiącym uśmieszku. Ale nie, zaraz – i kolejna zmyłka. Tak, tak był to uśmiech zadowolenia.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Holden Sheridan on Pią 5 Lis - 19:47

Westchnął ciężko i wzniósł oczy ku sklepieniu, kiedy po raz enty tego wieczora kazała mu się zamknąć. Może i biła go na każdym kroku, była niemiła i obowiązkowo wszystkich rozstawiała według własnego uznania, ale miała w tym wszystkim tyle naturalności i wdzięku, że nie można było jej nie kochać! Miłością czysto platoniczną, rzecz jasna, co by nie dawać Etain powodów do potwierdzenia jej obaw. Dla Holdena była jedną z ważniejszych osób, co nie zmieniało faktu, że w życiu nie pomyślałby o niej jako o potencjalnej swojej dziewczynie. Gdyby w tej chwili Drew ujawnił swoją tożsamość, Holden najprawdopodobniej najpierw umarłby ze śmiechu - cóż, jakby nie patrzeć, potwierdziłałby się jego teza że takie działania przynoszą więcej szkody aniżeli pożytku - a potem zmartwychwstał, przemyślałby całą sprawę raz jeszcze i, hm, zabił Drew. Dokładnie w tej kolejności. Swoją drogą, ironia losu - w Hogwarcie w końcu było tylu młodzieńców, a Et udawadniając swoją niezależność trafiła akurat na tego jednego, którego dażyła szczerą nienawiścią.
- Dobra, dobra - mruknął pod nosem, ale czuł, że mięknie. Było to jednak spowodowane wyłącznie tym, iż Edzia tak ładnie mu wszystko wyłożyła, że aż mu się trochę głupio zrobiło, a nie tym że rzeczywiście miał zamiar zarzucić troszczenie się o nią. Jakby nie było, nie było to wyłącznie kwestią jego widzimisię - nadopiekuńczość miał już zapisaną w genach i nic nie mogło tego zmienić, nawet znana z silnego charakteru i butności Sewardówna.
- Nie, dobrze wiesz że cię kocham, ale nie spojrzę na ciebie, nie mam mowy, nie słucham cię! - powtarzał, uparcie wbijając wzrok w uczniów na parkiecie, aczkolwiek z każdym zdaniem jego głos tracił na pewności. Na Merlina, manipulowanie z premedytacją powinno być prawnie zabronione. Przynajmniej dla takiej Etain - no bo spójrzmy obiektywnie, czy ktoś potrafiłby się oprzeć jej maślanemu spojrzeniu, trzepoczącym rzęsą i słodkim jak miód głosikiem? Już, już był gotów się poddać i natychmiast polecieć po jej ulubiony napój choćby na drugi koniec szkoły, kiedy od porażki na polu opierania się urokowi Seward uratował go jakiś uczeń. Konkretniej, uczeń którego przed chwilą Et obdarzyła namiętnym pocałunkiem, byle tylko udowodnić Holdenowi iż nie może mieć na nią wpływu; najwidoczniej ośmielił się jej zachowaniem. - Każda mnie chce - parsknął jeszcze w odpowiedzi na słowa Puchonki, a potem wbił na poły rozbawione, na poły uważne spojrzenie w chłopaka który do nich podszedł i zmierzył go uważnie wzrokiem, zastanawiając się kim on może być. Zanim zdążył odpowiedzieć cokolwiek mniej lub bardziej kulturalnego, Et jak zwykle odbiła piłeczkę. Parsknął śmiechem, nawet nie próbując zatuszować go udawanym kaszlem - przy Etain bycie wiecznie uprzejmym nie miało racji bytu.
- Etain, nie pierdol - dodał cicho pouczającym tonem, jak gdyby wcale nie posłużył się jakże nieadekwatnym do sytuacji wulgaryzmem (cóż, zapewne nie każdy zaaprobowałby sposób prowadzenia konwersacji jaki prezentował razem z przyjaciółką) a powiedział coś w stylu 'proszę, nie wygłupiaj się, moja droga'. Po raz drugi roześmiał się, słysząc odpowiedź nierozpoznanego przez niego jegomościa, szczególnie uwagę o prawie do wyjścia z taką propozycją. Właśnie wtedy przyszedł mu do głowy iście diabelski plan! Skoro Etain tyle czasu próbowała wyperswadować mu pomysł pilnowania jej, to proszę bardzo, niech sobie radzi... W pełni świadomy niebywałego braku jakichkolwiek zdolności tanecznych, już rozbawiony swoim genialnym planem, uśmiechnął się nieco złośliwie i skłonił teatralnie przed obojgiem.
- Cóż, ubolewam nad faktem, że to nie ze mną chcesz zatańczyć - Tak, to był żart, rzucony z wyraźną ironią. - Ale skoro tak, sądzę iż Etain bardzo chętnie wyruszy z tobą na podbój parkietu. Tymczasem wybaczcie, sam pójdę poszukać sobie jakiejś partnerki. Jak coś, Et, wiesz gdzie mnie szukać - Nie, lepiej żeby nie wiedziała. W zasadzie, już mógł uciekać na Syberię - może tam go nie znajdzie? W każdym razie, nie wiedział czy zdenerwował dziewczę bo nie zaczekał na jej reakcję, ale na wszelki wypadek lepiej było się bać! Zniknął w tłumie, pozostawiając Et samą z tanecznym problemem (oczywiście, kątem oka miał zamiar cały czas ją obserwować). Poszedł znaleźć Odrej!
avatar
Holden Sheridan
Dorosły

Liczba postów : 37
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Pią 5 Lis - 22:13

Nie róbmy znowu z tego takiej patologii - Étaín wcale go nie biła. Po prostu nie bała się mu przyłożyć, kiedy na to zasłużył. A że nad wyraz często sam się o to prosił, nie można winić biednej, małej, strapionej duszyczki.
- No! - uśmiechnęła się z zadowoleniem czując, że przynajmniej częściowo osiągnęła zamierzony rezultat. Fakt faktem - sama nie czuła sie zbyt dobrze za świadomością, że musiała porwać się na coś tak błahego i upokarzającego jak pocałunek, by jej ukochany przyjaciel wreszcie przejrzał na oczy. Nie mógł wiecznie trzymać jej w klatce i chronić przed złem świata - tyle już ją w życiu spotkało, że nic nie było w stanie zranić jej bardziej. Wiedziała, że całkowicie nie odejdzie od pomysłu odstraszania wszystkich pretendentów do jej ręki, ale przynajmniej trochę wyluzuje. Miała taką nadzieję.
- Więc tak naprawdę uważasz? Że nie powinno się na mnie patrzeć i mnie słuchać, bo mówię głupoty? Nie wierzę ci, że mnie kochasz Holdziu, bo gdyby tak było nie zachowywałbyś się w ten sposób - odparła zbolałym tonem i przylgnęła do niego mocno, oplatając go ramionami gdzieś w okolicach pasa (wyżej nie sięgała). Jeśli łudził się, że słodki ton i trzepotanie rzęsami to jedyny arsenał broni, jaki posiadała, grubo się mylił. Skoro sięgnęła po ciężką amunicję - mianowicie symulowanie płaczliwego zachowania, które zawsze go łamało, nie miał już drogi odwrotu. Gdyby nie Drew, zwycięstwo zostałoby złożone na jej ręce. Nic dziwnego, że nie zareagowała na jego przybycie z należytą radością.
Oj, zdenerwował ją. Brutus cholerny wbił jej nóż w plecy! Niech ona tylko dorwie tego zawszonego borsuka w swoje ręce, to mu całą sierść pęsetą powyrywa! Zasłużył, jak ojca i braci kochała, zasłużył sobie. Spojrzała na zamaskowanego chłopaka i westchnęła ciężko. Nie podda się bez walki, nawet nie mając oparcia w Holdenie!
- Partnerek ci tu nie brak, wystarczy, że się rozejrzysz - zauważyłeś - Rozczaruję cię, ale nie otrzymałeś. To, że przez przypadek pojawiłeś się na linii ognia nie oznacza, że chcę z tobą tańczyć - odparła wprost, upijając łyka soku.
Nie da się zaciągnąć na pakiet. Nigdy w życiu!
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Zoe Titely on Nie 7 Lis - 22:46

Zoe wywnioskowała z ruchu koleżanki, że na pewno jest juz trochę zmęczona. Nie dziwiła się jej, wcale. Ona sama ostatnimi czasy nie chodziła spać później niż po dwudziestej drugiej, no chyba że odwabiała jakieś prace domowe. Eseje i wypracowania pisała zwykle w bibliotece, bądź w przerwie na lunch tego samego dnia, którego miała ową pracę oddać. Zdarzało się, że budziła się w nocy, przypomniawszy sobie, że nie napisała wypracowania. Potrząsnęła lekko głową. Dlaczego wciąż myśli o lekcjach i nauce? Przecież jest na balu halloweenowym, teraz ma odpocząć od zajęć i chociaż spróbować się rozerwać, porozmawiać z innymi ludźmi, nażreć się do nieprzytomności, a następnego dnia wylądować w kiblu z grypą żołądkową. Tak, to były jej plany na najbliższe dni...
Istotnie, chodziło o faceta, nawet dwóch, ale można to było wywnioskować z tonu, jakim wypowiadała poprzednie zdanie, niemające żadnego sensu, acz wciąż prawdziwe. Była naprawdę zła na wszystkich chłopaków na calutkim świecie, a szczególnie na dwójkę z nich, uczniów Hogwartu. Oboje byli na siódmym roku nauki oraz należeli do tego samego domu, ale z daleka nie pomylisz ich ze sobą. Jeden blondyn, drugi brunet... Wyglądem niepodobni, jednak mieli tę samą słabość. Lorelle Blackwell. Zoe nie rozumiała, jak taka niepozorna osoba, nieco skryta, acz przyjacielska, potrafiła zawrócić w głowie dwóm facetom na raz, dodatkowo tym, którzy byli ważni dla Gryfonki. Stąd brała się ta nienawiść, jednakże chyba wyłącznie ze strony Zoe, gdyż Lorelle nie miała raczej powodów do nielubienia jej.
- Wstrętna kreatura – sprostowała zwięźle i odwróciła wzrok.
Kto z kim, gdzie, kiedy i po co... To było kilka znakomicie dobranych słów, które w pełni wyrażały to, co zawarte było w artykułach takich gazet, jak „Czarownica”. Niegdyś interesowało to Zoe bardziej niźli podręcznik do Eliksirów. Zaczęła się zastanawiać, czy napisali również o bójce Lucasa i Iana, której powodem była niejaka Blackwell.
- O tak, możesz poopowiadać, nie obrażę się – posłała jej lekki uśmiech i z rezygnacją chwyciła kolejnego lukrecjowego kota, jednak nie pakowała go do buzi, tylko przewracała go w palcach.
Tak, nielegalny handel.
Sama Zoe rzeczywiście zastanawiała się nad pracą przy smokach, jednak na dłuższą metę wolałaby zająć się czymś niewymagającym aż tak dużych poświęceń. Z resztą, zajmowanie się smokami byłoby swojego rodzaju testem, czymś w rodzaju wyzwania.
- Rozumiem – powiedziała spokojnie. – Ja z kolei wolę zajać się czymś spokojniejszym. Może praca w szpitalu świętego Munga albo nauczanie... – Zoe jako nauczycielka. Czy ktoś jest w stanie to sobie wyobrazić?
avatar
Zoe Titely
Uczeń

Liczba postów : 77
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn, of kors :D

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Pon 8 Lis - 17:47

A jednak Eve miała rację, faceci. W ogóle po co ktokolwiek ich tworzył? Same z nimi problemy i do tego mnóstwo przelanych łez… przynajmniej w wielu przypadkach. I do tego ta ich niedojrzałość. Wciąż zachowują się jak małe dzieci. A jednak są potrzebni! Żeby mieć się z kim zapić, złamać regulamin, zrobić coś, czego normalnie by się nie zrobiło. Oni są bardziej skorzy do wybryków, niż kobiety. Tak, Eve zdecydowanie starała się trzymać tego stwierdzenia.
Wstrętna kreatura – powtórzyła w myślach Eve, wzdychając cicho. Nie trudno było zapracować sobie na nienawiść ze strony osobnika płci pięknej. A Puchonka o tym wiedziała, w końcu była przedstawicielką tej grupy. Jednak ona szukała sobie wrogów głównie wśród Ślizgonów, a konkretnie tych, którzy nienawidzili mugoli i zdrajców krwi. Ot tak, dziewczęcy kaprys. A może po prostu denerwowała ją dyskryminacja? Sama nie wiedziała, skąd ta nienawiść.
Eve zastanawiała się przez chwilę, przypominając sobie najnowszy artykuł w czarownicy. Postanowiła nie wspominać o
- Amelia Hewson jest w ciąży – zaczęła swoją jakże ciekawą opowieść. Nie rozwijała jednak tego punktu, nie za bardzo ją interesował. Chociaż… może zabawi się kosztem drogiej Amelii? Tak, będzie się musiała nad tym porządnie zastanowić. – Aideen S. przespał się z Carmen F. w jej domu, Marley G. i Seth C. szwendali się po Nokturnie, Oliver B. zabawiał się z jakąś Krukonką, Roselyn H. zniknęła gdzieś na całe wakacje, no i impreza Gryfonów, o której zapewne słyszałaś – z każdym wypowiedzianym słowem, oczy Eve otwierały się coraz szerzej. Skąd u niej taka pamięć? Właściwie, na lekcjach też szło jej lepiej, o ile słuchała nauczycieli. Faktycznie, jej głowa stała się jakby… bardziej chłonna. – …jak to możliwe, że mam tak dobrą pamięć? – powiedziała bardziej do siebie, niż do Zoe.
A potem o czymś sobie przypomniała. O czymś, co ją niezmiernie zainteresowało. Stuknęła się w głowę i wznowiła swoją opowieść.
- A jednak pamięć wciąż szwankuje… – zaczęła. – Lucas i Ian pobili się o – zerknęła w kierunku Lorelli i zrozumiała skąd płynie nienawiść Zoe, do znajomej Puchonki. Przynajmniej tak jej się wydawało. Z powrotem skierowała spojrzenie na Gryfonke, która słuchała jej z ciekawością… albo po prostu udawała. – No tak, pewnie o to właśnie chodzi. A tak nawiasem mówiąc nie spodziewałam się tego po Lucasie. Po kim, jak po kim, ale na pewno nie po nim! – pokiwała głową, jakby chciała potwierdzić swoje słowa.
Faktycznie. Znała Lucasa praktycznie od pierwszego roku jej pobytu w Hogwarcie, zawsze razem z nim, i z Evelyn chodziła do biblioteki i dyskutowała na temat co ciekawszej powieści. Czasami nawet rozmawiali o swoim życiu prywatnym, o problemach. Po prostu byli dobrymi znajomymi. Eve nigdy by nie pomyślała, że Krukon może się z kimś pobić o dziewczynę!
- Nauczanie! – zawołała Eve nie kryjąc zdumienia i wręcz podziwu. – Doprawdy… chciałabyś być nauczycielem i znosić wszystkie wybryki uczniów takich jak Hewson, czy Holden? – nie wymieniła siebie. Bo po co? I tak było wiadomo, o co jej chodzi.
- No, no – wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. – Składam więc głęboki pokłon – i faktycznie to zrobiła. Naprawdę podziwiała nauczycieli… wszystkich, bez wyjątku.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Czw 11 Lis - 12:28

Z ulgą przyjął do wiadomości, że Holden zamierza jak najszybciej oddalić się od ich dwójki. A przynajmniej od Etki, której zachowanie względem przyjaciół nasuwa mu na myśl jakieś inne, bardziej zażyłe stosunki. Wolał o tym teraz nie zaprzątać sobie głowy, skupiając się tylko i wyłącznie na tym, by dobierać odpowiednie słowa do swojej wypowiedzi. Od razu poczuł różnicę tonu z kimkolwiek rozmawiała. Dlaczego jednak aż tak wrogo się odnosi do nieznanych sobie osób? Nie miał zielonego pojęcia, ale coraz bardziej w jego umyśle zakorzeniała się myśl, że Etka zwyczajnie ma gdzieś wszystko i wszystkich, którzy próbują ją na jakiś sposób poznać. Jak gdyby była wrogo nastawiona do nowych znajomości.
- Owszem, mógłbym podjeść i poprosić którąkolwiek dziewczynę, ale po to głównie przyszedłem na ten bal, by zatańczyć z tobą. – Odparł zupełnie naturalnie, uśmiechając się (jego zdaniem głupio) lekko i jakoś tak sympatycznie, a na myśl przywodziła szczerość intencji.
A potem zwyczajnie uśmiechnął się szerzej, aż zabłysnął całym szeregiem swoich zębów sięgając do 4 czy może 5! Wzruszył powoli ramionami. Ta puchonka starała się być władcza, a jej orężem były słowa – tego nikt nie mógł zaprzeczyć.
- Potrafię zrozumieć to, że pocałowałaś mnie tylko po to by udowodnić swojemu znajomemu, że nie może traktować ciebie jak małego dziecka. I że nie mam zbyt wiele po tym oczekiwać. Zwykły zbieg okoliczności, gdyż wyprzedziłaś mnie z zamiarem podejścia do was. – Stwierdził, że nie ma sensu ukrywać powodów, dla których tu przyszedł. A co! czy coś mu grozi? Oczywiście, ze nie. – Wyglądasz zjawiskowo, nawet pomimo tylu dziewczyn w balowych sukniach.
Ponoć kobiety są łase na komplementy, ale czy Etain? Spodziewał się oburzenia, ale .. próbowac można.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Czw 11 Lis - 13:05

Nie, Étaín nie była do niego wrogo nastawiona. Traktowała go z rezerwą, jak każdą nowo poznaną osobę. Nie zwykła otwierać się przed obcymi - miała wystarczająco wielu przyjaciół by zaspokoiło to jej potrzebę bycia w towarzystwie. Starała się przeprowadzić w miarę naturalną rozmowę z silnym zaznaczeniem własnego stanowiska. A że przyszło jej to chłodniej niźli zamierzało można zarzucić na barki październikowej depresji, po której wciąż trochę pozostało. Gdyby to zależało od niej, nawet nie pojawiłaby się na balu.
- W takim razie, niebywale przykro mi, że zmarnowałeś kilka godzin z życia, ale ja nie tańczę - Szczerość intencji szczerością intencji, ale tu rozchodziło się o taniec. Coś, czego Seward nienawidziła odkąd tylko pamiętała - miała dwie lewe nogi, nie potrafiła poruszać się w rytm muzyki... za każdym razem, kiedy próbowała, robiła wokół siebie niebywałe widowisko. I bynajmniej nie pozytywne. Dzisiejszej nocy nie miała zamiaru psuć złudnej iluzji stworzonej przez jej kobiecy strój swoimi koślawymi ruchami. Będzie walczyć o swoje zdanie aż zabraknie jej argumentów - a zagiąć Étaín to sztuka nie lada.
- Niefortunnie dobrałam ofiarę, ale mogę cię zapewnić, że niezależnie czy Holden by mnie zdenerwował czy też nie, moja odpowiedź byłaby taka sama. Nie jestem zainteresowana ani tańcem, ani maskami, ani odpłacaniem ci w jakikolwiek sposób za przypadkowy pocałunek, zwłaszcza, że nawet nie wiem, kim jesteś - Nie przywykła do bycia adorowaną. Seward zawsze była dobrą kumpelą, przyjaciółką, chłopczycą, ale nie dziewczyną. Odbieranie zalotów i komplementów było jej całkiem obce. Z braku innego pomysłu, zachowywała się jak zwykle - Dziękuję. Ale twoje słowa niestety nic nie zmieniają.
Dlaczego miałaby się oburzać? Zdawała sobie sprawę, że wygląda całkiem ładnie jak na dziewczynę i prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiedziała co z tym zrobić. O wiele bezpieczniej czuła się w luźnych koszulach, spodniach i trampkach niźli w delikatnej słomkowej sukni, odsłaniającej plecy.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Nie 14 Lis - 20:41

- Nie uważam tego czasu za stracony. – Odpowiedział ze śmiechem kończącym jego wypowiedź. Uśmiechał się może nie tyle szeroko co szczerze, jak gdyby mówiła błahostkę. Czuł się tak, jakby atmosfera między nimi zaczęła gęstnieć, a chciałby tego uniknąć.
Po chwili wzruszył ramionami, wyciągając w jej stronę swoją dłoń, pochylając się nieco. – Rozumiem, że nie przepadasz za tańcami z dość gwałtowną linią melodyczną, ale może zgodzisz się na wolniejszy kawałek? - Zapytał z jawną nadzieją w głosie. Był uparty i jak na razie nie miał zamiaru rezygnować, wciąż uśmiechając się wesoło, przyglądając się jej orzechowatowymi tęczówkami, wcale nie tak podobnymi do właściwego Drew. – Obiecuję, że to będzie tylko jeden taniec. Potem jeśli zechcesz zniknę i przestanę cię zamęczać swoim towarzystwem.
Przymiotnik „niefortunnie” zabrzmiało jak dla niego dość pogardliwie i wywyższająco się, ale nie męczył się by odczytać prawidłową intencję Etain. Wolał jej nie odczytywać, prostując się, acz nie cofając dłoni. Schowa ją do kieszeni tylko wtedy, gdy dziewczyna ją odepchnie słowem bądź gestem.
- Nie chciałem wysnuć stwierdzenia, że traktuję prośbę o taniec jako rekompensata za pocałunek. Broń Merlinie! Zamierzałem o to poprosić i z tym zamiarem przyszedłem na bal. Tylko jeden taniec i o nic więcej nie proszę. – Proszenie jeszcze nikogo nie kosztowało, prawda? Co do błagania: to nieco inna kwestia. Nie przestawał się uśmiechać na wpół rozbawiony, na wpół po prostu wesoły, starając się jakoś rozluźnić bądź rozweselić puchonkę. – Co do kwestii kim jestem.. wolałbym pozostać anonimowym. Możesz nazwać mnie imieniem jakim chcesz. – a jego uśmiech zrobił się bardziej tajemniczy. – Wierz mi, na pewno nie okażę się twoim najgorszym koszmarem. – Zaśmiał się, wiedząc doskonale co by Etain powiedziała na słowa „twoim największym wrogiem”. Właściwie to nie wiedział czy widnieje na szlachetnym pierwszym miejscu na jej liście, ale jakoś specjalnie nie chciał tego sprawdzać.
W każdym razie skinął ponownie głową, przyglądając się jej twarzy z uwagą i skupieniem. – Nie chciałem cię urazić komplementem. Jeśli tak się stało: wybacz. Ale tylko fakt tego, że się tutaj pojawisz przywiódł mnie w to miejsce.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Nie 14 Lis - 20:55

- Wolniejszy? - Prawie zakrztusiła się ponczem - O nie, nie, nie, nie. Nie. Ja nie tańczę wolnych tańców. Czy ja wyglądam na kogoś, kto tańczy wolne?
Wolny taniec był nawet gorszy od tych właściwych. To jak... pokazanie, że widzi się w niej dziewczynę. Wtedy nie można zachować bezpiecznej odległości, nie pozwolić na kontakt fizyczny. Jakieś przytulanki, niewiadomoco - to nie dla Étaín. Zdecydowanie. Widziała, że chłopak nie zamierza odpuszczać, był uparty w swym postanowieniu i w pewnym sensie ją to przerażało. Do tej pory jeszcze nikt nie spojrzał na nią jak na dziewczynę, a obecny to chłopak zabiegał o jej względy. I choć wypowiedziane przez niego zdanie wydało jej się kuszące, perspektywa tańca była zbyt odrzucająca, by chciała na to przystać.
- Okej, ale teraz zabrzmiałeś jak psychopata, który pojawił się na balu tylko po to, żeby ze mną zatańczyć. Obsesja to nie coś, co zachęca do przełamania uprzedzeń - Najwyraźniej tajemniczość nie działała na jego korzyść, a Seward - choć powoli zaczynało brakować jej argumentów - zamierzała walczyć do ostatniej kropli krwi.
Czy widniał na pierwszym miejscu... trudno powiedzieć. Puchonka darzyła niechęcią wiele osób, ciężko więc stwierdzić, kogo najbardziej. Choć gdyby dowiedziała się, że dzisiejszej nocy pocałowała Drew, z pewnością miałby spore szanse na objęcie tej pozycji.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Drew Huntington on Nie 14 Lis - 21:05

Dobrze, cofnął dłoń patrząc na nią z niejakim przestrachem. – W chwili obecnej: tak. Dlaczego nie? – Inna metoda? Sprawdzając ją, prawie nic nie traci. Jego wygląd, głos był zupełnie inny niż na co dzień. A Etain nie znała go na tyle, by poznać go bez maski.
- Szczerze wątpię, abyś wcześniej zwróciła na mnie uwagę. Jeśli chcesz, mogę zdjąć maskę. – Wzruszył ramionami, bardziej uczepiwszy się tematu tańca. Po chwili zaśmiał się, widząc siebie jako psychopatycznego maniaka. Dlatego cofnął się o krok, kręcąc przecząco glową. – Po raz kolejny przepraszam.. eh.. nie wiem jak ciebie namówić na taniec. Naprawdę: tylko jeden. I resztę wieczoru nie będziesz mnie widzieć, obiecuję. I nie, nie jestem ani maniakiem ani jakimś psychopatą tylko chłopakiem, któremu się spodobałaś. Nie jestem groźny.
Zupełnie inaczej byłoby, gdyby Drew chciałby być rozpoznany przez Etain. A nie zamierzał. Wizja zdjęcia maski nie była tym, co planował, ale jeśli tym gestem ma ją do tego przekonać, zrobi to - narażając się oczywiście na zdemaskowanie przez śliz gonów, jeśli ktoś takowy w ich stronę spoglądał. W momentach ciszy zaś, wymyślał dla siebie dane – imię, nazwisko, dom.. nawet cząstkę historii mówiącej o jego rodzeństwie.

avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Étaín Seward on Nie 14 Lis - 21:22

Cofnął dłoń, to już jakiś sukces. Najwyraźniej nie tylko Seward zaczyna się uginać. Teraz pozostaje jedynie obstawiać, kto ma silniejszą wolę.
- Chyba sobie jaja robisz - wywróciła oczami - Ponieważ, nie potrafię tańczyć, a wszystkie wolniejsze tańce są zarezerwowane dla tych ckliwych par, do których ja nie mam zamiaru się zaliczać - Nie poznała go. I to mógł uznać za znaczny sukces. Jednakże z drugiej strony, jak miałaby, skoro nafaszerował się jakimś eliksirem i z prawdziwego Drew została tylko osobowość pod maską. - Nie, nie trzeba - mruknęła niczym niezadowolona pięciolatka. Zazwyczaj nie zwracała uwagi na innych uczniów, jeśli nie nawijali się zbyt często na jej drogę lub nie grali w Quidditcha. Przypuszczała, że nawet gdyby zdjął maskę, niewiele by jej to dało. I to właśnie bolało. - Och, zamknij się już. Jeden, rozumiesz? - mruknęła, odstawiając swój kieliszek i jak obrażona pięciolatka maszerując w stronę parkietu.
Nie zamierzała zmuszać go do ściągnięcia maski. Wkurzyła się jego marudzeniem i co tu ukrywać - również zbytnim zainteresowaniem jej osobą. Dziewczę nie było przyzwyczajone do adoratorów, jeśli w ogóle można go tak nazwać. Do tej pory nikt nie traktował jej jak dziewczyny i denerwowało ją, że kiedy tylko założyła kieckę, od razu zaczęto dostrzegać jej kobiecość.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Issa Brown on Nie 14 Lis - 22:41

Issa stała ze szklaneczką pączu i lustrowała wszystkich przybyłych. Nie szukała nikogo szczególnego, po prostu starała się zabić nudę i tym też sposobem wyłapywała drobne gafy przybyłych rozchichotanych dziewcząt i speszonych chłopaków.
-Eh..- mruknęła z irytacją i już postanowiła się zbierać. A szkoda bo wyglądała naprawdę zjawiskowo. Jej maska czarna, delikatnie błyszcząca została wykończona pawimi piórami, które nadały jej ekstrawaganckiego wyglądu. Długie rude włosy na tle czarnej mocno wydekoltowanej sukni wyglądały jakby płonęły. Odstawiła szklaneczkę i już po woli zaczęła kierować się w stronę wyjścia.
avatar
Issa Brown
Uczeń

Liczba postów : 135
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Zoe Titely on Pon 15 Lis - 21:56

Tak, faceci. Od paru dni Zoe również zadawała sobie to pytanie. Dlaczego w ogóle istnieją? Kto wpadł na pomysł, aby takie kreatury chodziły po świecie? W tym momencie miała ochotę udusić każdego, kto potwierdziłby, że są pożyteczni. A co do wrogów w Slytherinie... Gryfonka mogłaby podziwiać Eve za odwagę, gdyby tylko znała jej upodobania. Ona sama nie lubiła mieć wrogów, niestety chyba nie ma człowieka, który by go nie posiadał. Ona sama nie przepadała za paroma osobami, np. za swoją kuzynką Abbey, która potrafiła zirytować ją w każdym momencie. Takie to małe i rozchichotane, dodatkowo kochało się w Claytonie, co wydawało się jej rzeczą niedorzeczną... No dobra, może i jest przystojny, ale ma dziewczynę, a małej Puchonce to nie wystarczało. Wciąż za nim latało... Zoe pokręciła głową z zażenowaniem, po czym uświadomiła sobie, że może to zostać odebrane jako reakcję na relacje Eve.
- Tak, słyszałam coś o tym...
Tak naprawdę plotki rozchodzą się szybko i nawet jeśli sama nie przekazywała ich dalej, mogła je usłyszeć od kogoś innego.
Zacisnęła ręce w piąstki.
- Tak, pobili się – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Aby się nieco rozluźnić postanowiła wepchnąć w siebie trzymane ciasteczko.
- Kiedy byłabym nauczycielką, po szkole nie panoszyłby się Hewson i Holden... Z resztą, nigdy nie wiadomo, jak wszystko się ułoży. Mogę też wylądować w Ministerstwie Magii albo w byle jakiej firmie zajmującej się wytwarzaniem czekolady.
Jeśli mowa o słodyczach, Zoe bolał brzuch. Miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje koleżance pod nogi. Objęła się rękami w talii.
- Wybacz, Eve. Chyba się przejadłam. Muszę iść...
Szybkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali.
avatar
Zoe Titely
Uczeń

Liczba postów : 77
Czystość krwi : 3/4
Skąd : Londyn, of kors :D

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Czw 18 Lis - 19:26

Eve nie była tak zdenerwowana jak Zoe. Bójka Lucasa, z chłopakiem, którego nie znała za dobrze wywołała u niej raczej zainteresowanie i zdziwienie. Ale to nie był temat na rozmowy. Gryfonka reagowała na niego zbyt nerwowo, a Eve nie chciała jej urazić. Milczała więc, wpatrując się w swoją rozmówczynię.
- Oj, mam nadzieję, że zostaniesz kiedyś nauczycielem - Eve pokiwała głową z powagą. - Hogwart byłby wtedy wspanialszy.
Puchonka nie narzekała w tym momencie na nauczycieli. Oczywiście nie wszystkich kochała, ale Ślizgonów naprawdę trzeba było trzymać krótko. I była pewna, że Zoe dotrzymałaby słowa.
Eve wpatrywała się w szybko blednącą twarz znajomej.
- Co się... - ale nie zdążyła skończyć, bo Zoe wybiegła z wielkiej sali trzymając się za brzuch i mówiąc coś. Panienka Evans nie zrozumiała tego jednak. Odprowadziłą Gryfonkę wzrokiem, a potem zanurzyła usta w szklance soku dyniowego i pociągnęła zdrowy łyk. Rozejrzała się dookoła. Skoro Zoe sobie poszła, trzeba było znaleźć nowego rozmówcę. Z niezadowoleniem stwierdziła, że w bufecie nie ma nikogo znajomego. Zerknęła w kierunku parkietu i nagle zobaczyło coś, co ją zaskoczyło. Rozwścieczony chłopak, który wyglądał ja Holden przedzierał się przez Wielką Salę odpychając od siebie wszystkich. Był dość daleko, ale Eve dostrzegła siniec pod jego okiem. Westchnęła ciężko.
- Ach, Holden... - mruknęła pod nosem i znów napiła się soku.
Pewnie znowu się z kimś bił... i nie zaprosił mnie! - pomyślała z wyrzutem wpatrując się w jego plecy, które znikły za drzwiami wielkiej sali. Nie szła za nim. Wydawało jej się, że teraz ma potrzebę zapić się w samotności. Została więc na miejscu, wciąż opierając się o stół pełen przekąsek. Co jakiś czas pochłaniała lukrecjowego kota, albo jakąś inną słodką przekąskę. Czekała na odpowiedni moment.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Go?? on Pon 22 Lis - 12:55

Bezszelestnie przekroczyła próg Wielkiej Sali Sama nie wiedziała co ją podkusiło żeby tu przyszła. Nigdy nie znosiła bali i trudno ją było na jakiś zaciągnąć. Najchętniej spędziła by ten wieczór w bibliotece. Pewnie teraz siedziałaby cicho w kącie Sali i czytała jakąś ciekawą książkę. Sama nie wiedział czemu tak bardzo nie znosiła tych imprez. Może dla tego ,że było tu tylu ludzi których nie znała. Trudno powiedzieć .Jedyne czego była pewno to ,że nie denerwowały ją słodkie żenujące panienki ,kltóre przez cały bal myślały tylko o tym czy sukienka dobrze na nich leży, ciągle poprawiały makijaż i wdzięczyły się do przedstawicieli płci przeciwnej. Najchętniej przyszłaby tu w czymś wygodnym ale po prostu nie wypadało. Postanowiła przywdziać zieloną sukienkę bez ramiączek z mnóstwem halek pod spodem. Kreacja była dość prosta ale jej kolor wspaniale pasowała do oczu dziewczyny .Z włosami nic nie robiła bo po co? Ciemne pukle opadały na jej ramiona wywijając się na końcach. Po paru minutach dotarła do bufetu, skoro już przyszła to może się czegoś napije. Kątem oka dostrzegła Eve, tak więc ruszyła w jej kierunku.
-Nie przeszkadzam? -spytał dziewczynę uśmiechając się lekko.
Normalnie darowałaby sobie grzeczności ,ale puchonka była jedną z nielicznych osób które Lauren lubiła.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Pon 22 Lis - 15:09

Eve rozmyślała teraz co się stało z Zoe. Wybiegła z Wiekiej Sali już jakiś czas temu, ale wciąż nie wracała. Pewnie się rozchorowała. Puchonka westchnęła ciężko. Ten bal zaczynał ją nużyć! Nic ciekawego się nie działo, a ona rówież nie miała żadnych pomysłów. I kiedy już miała odejść od bufetu i zostawić za sobą tłum tańczących par, ktoś do niej podszedł. Patrzyła się na Lauren przez chwilę, dopóki nie dotarło do niej, że wpatruje się w tak dobrze znaną jej twarz.
- Lauren! - zawołała trochę za głośno. - Nie spodziewałam się ciebie tutaj...
Powiedziała, mierząc Gryfonkę wzrokiem. Panna Glau nie była zbyt towarzyską osobą, więc jej obecność na szkolnym balu była czymś niezwykłym. Eve uśmiechnęła się szeroko.
Może ten wieczór nie będzie jednak stracony - przeszło jej przez myśl.
- Oczywiście, że nie przeszkadzasz! - wyszczerzyła się do przyjaciółki. - Właśnie się zastanawiałam, jaki urok rzucić na Drewa Huntingtona.
Jej oczy wędrowały teraz od jednej pary do drugiej, ale nigdzie nie mogła dostrzec osobnika, którego tak usilnie poszukiwała.
- Cóż... może jednak zrobię coś mniej widowiskowego... - westchnęła z rezygnacją.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Go?? on Pon 22 Lis - 15:36

Przyszła na ten bal sama nie wiedziała czemu. Od samego początku była źle nastawiona idąc do Wielkiej Sali. Spodziewała się typowego i nudnego balu, jak każdy inny i nie myliła się. Było tu mało interesująco, przynajmniej dla niej. Najchętniej wyszłaby teraz na błonia ale lenistwo wzięło górę nad nudą i postanowiła zostać tu jeszcze chwilę. A nóż zdarzy się coś ciekawego.
-Ja też się nie spodziewałam- mruknęła w odpowiedzi.
Nic dziwnego ,że puchonka była zdziwiona, ona sama nie wiedziała co tu robi. Wiedziała ,że jeszcze tego wieczoru zatęskni za biblioteką.
-Huntington?- zmarszczyła brwi w poszukiwaniu chłopaka-Zależy co chcesz tym osiągnąć -dodała po chwili.
-A jednak miałam rację-powiedziała do siebie i wzięła jedno czekoladowe ciastko z stołu.No cóż tak była jej dziwna przypadłość .
Lauren coraz częściej wypowiadał swoje myśli na głos. Dziwne ale prawdziwe. Rozejrzała się po sali. Wszyscy się bawili. Ona inaczej spędza czas wolny ,a przynajmniej inaczej niż większość Hogwartu ,ale przecież nic na to nie poradzi.
-Nie wiem jak ty ale ja chyba pójdę się przejść-powiedziała do Eve.
Cała Lauren, ledwo przyszła a już chce uciekać.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Eve Evans on Pon 22 Lis - 16:16

No tak, ta odpowiedź była do przewidzenia. Eve zaśmiała się pod nosem. Widziała zażenowanie na twarzy Gryfonki, co świadczyło o tym, że ona również nie wie, jak się tu znalazła.
- Może to znak, abyśmy coś razem wysadziły! - zawołała. Jej pomysł był jak zwykle idiotyczny i pozbawiony sensu. Ale to nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie. Te dziecinne pomysły Eve zawsze potrafiły rozśmieszyć. Oczywiście nie wszystkich, co jest raczej oczywiste.
- Po prostu jest nudno - odpowiedziała smętnie. - Ale chyba mu odpuszczę... w końcu mamy dzisiaj hallowen.
Po krótkim zastanowieniu, Eve stwierdziła, że nie zepsuje nikomu tego balu. Może co najyżej troszeczkę go... ubarwić.
Puchonka nie zwróciła większej uwagi na zdanie, które wypowiedziała jej rozmówczyni. Znała ową przpadłoć Lauren. Zamiast tego myślała grączkowo, co mogłaby zrobić. Pogrzebała chwilę w swojej torebeczce, po chwili uśmiechnęła się pod nosem.
- Sprawdź, czy ktoś się do nas nie zbliża, dobrze? - zwróciła się do Lauren, a sama rozejrzała się i upewniwszy się, że wszyscy zajdujący się w pobliżu są czymś zajęci, wyciągnęła różdżkę i mruknęła cicho: Aresto Momentum. A potem szybko, zanim zaklęcie przestało działać, wyciągnęła z torebki dwie buteleczki i rozlała ich zawartość do wszystkich szklanek pełnych soku dyniowego i innych napojów.
- Myślę, że eliksir przeczyszczajacy i powodujący chwilowe łysienie będzie dobrym urozmaiceniem - powiedziała szczerząc się do przyjaciółki, kiedy Aresto Momentum przestało działać.
avatar
Eve Evans
Uczeń

Liczba postów : 61
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Anglia, Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Bufet

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Bufet
» Bufet

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach