Parkiet

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Parkiet

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 30 Paź - 12:54

Na ten wieczór Wielka Sala za zasługą Amelii Hewson oraz pomagającej jej Roselyn Hepburn zamieniła się w iście halloweenową salę balową, której nie powstydziłby się niejeden organizator imprez. Cztery stoły reprezentujące domy zniknęły, tworząc na środku sali wystarczająco dużo miejsca na parkiet, zaś podwyższenie zajmowane przez stół nauczycielski przemieniło się w scenę, na której kolejno od 20 będą występować artyści. Pod sufitem zamiast typowych lewitujących świec zawisły dyniowe lampiony, dające słabe, acz wystarczające na tę okazję światło.
Dookoła parkietu ustawione są loże z miejscami do siedzenia, zaś wschodnią ścianę zajmuje długi stół z najróżniejszymi smakołykami.

Repertuar wystąpień:


~ 20:00 - 20:45 - Krety - debiutujący dopiero zespół grający punk ‘n’ rolla, w skład którego wchodzą absolwenci naszego Hogwartu.

~ 21:00 - 22:00 - Giselle; wschodząca gwiazda, piosenkarka soulowa i jazzowa, która zadebiutowała w ubiegłym roku występując jako support Fatalnych Jędz na jednym z koncertów

~ 22:20 - 24:00 - The Sticks - żeński kosmicznie wyglądający duet, nieziemsko grający i coraz szybciej zdobywający popularność. Wysokim czasem słodkim, a czasem punkowym wokalom towarzyszy mocny bas, elektroniczne beaty i lekkie gitary.


avatar
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 3066

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Roselyn Hepburn on Nie 31 Paź - 1:02

O przepraszam bardzo! Zwyczaje meksykańskie w czasie święta zmarłych są niebywale interesujące a ich potrawy i przekąski, no wprost fantastyczne! Nic dziwnego, że Roselyn zachwyciły cukrowe, kolorowe czaszki czy pięknie pachnący meksykański chleb i zdecydowała się urozmaicić typowo angielskie menu czymś oryginalnym i oddającym ducha tych świąt.
Poza tym oprócz jedzenia zajmowała się jeszcze połowicznie muzyką. Gdyby Amelia miała całkowitą kontrolę nad doborem zespołów mających wystąpić na balu, cóż, zapewne dla części szkoły byłby one zbyt wyszukane i nieznane a tak, przynajmniej bawiła się nie tylko szlachetna część uczniów, ale i ta mniej szlachetna.
Roselyn na salę wkroczyła SAMA. Jej facet ostatnimi czasy miał ważniejsze rzeczy na głowie niż ukochana a pozostała część męskiej społeczności okazała się na tyle zniewieściała, że albo bała się startować do drugiej damy szkoły (też zajętej), albo była niewystarczająco dobra. A Rosie przecież musiała pojawić się na balu, toteż zdecydowała sama sobie towarzyszyć.
W wyzywającej, szafirowo zielonej sukience gładko przylegającej do ciała wyglądała nieziemsko - zresztą jak zwykle. Delikatna, brokatowa, czarna maska przysłaniająca oczy raczej nie kryła jej tożsamości, ale tym specjalnie się nie przejmowała. W każdym razie, znalazłszy się w sali, dziewczę momentalnie odnalazło wzrokiem swoją przyjaciółkę i jej męża. I kilka innych osób, którymi niespecjalnie się przejmowała.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Barthy Keates on Nie 31 Paź - 1:39

Wielki bal z okazji przedniego święta Halloween z całą pewnością był dla znacznie liczniejszej uczniowskiej hałastry niewątpliwie istotnym wydarzeniem w całym szkolnym życiu. Osobiście ja, Bartholomew Rayner Keates, przyjąłem tę absolutnie niezaskakującą wiadomość do głowy wyjątkowo spokojnie, żeby nie powiedzieć krańcowo beznamiętnie, w przeciwieństwie do przesadnie rozegzaltowanych osób, które już od kilku długich tygodni nieustannie szczebiotały na ten nadzwyczajnie męczący temat. Nie zaprosiłem na to huczne przedsięwzięcie żadnej śliczniutkiej niewiasty, być może dlatego, iż ostatnimi czasy nie bawiły mnie uroczystości, a poza tym samopoczucie pozostawiało naprawdę wiele do życzenia. Niewątpliwie karkołomnego zadania, oczywista sprawa, podjęła się właśnie niczym niestrudzona i najlepsza przyjaciółka, zacna i ruda Caroline Doherty, chcąca mię wyciągnąć na szkolny bal za wszelką cenę. I strach pomyśleć, że nawet jej się to udało! Naprawdę, aż samemu nie chce mi się w to wszystko wierzyć; to musi być jakiś wyjątkowo absurdalny sen. Przerażająco siarczyście przeklinałem w myślach bolesną uległość, tym samym dając się na to namówić, jednakowoż czego nie robi się dla naprawdę bliskich mi osób, prawda? Poświęciłem się, przez co teraz Caroline jest mi winna przysługę, w końcu nie ma nic, drodzy państwo, na tym świecie absolutnie za darmo. Zatem wszystko tak, jak to sobie urokliwa Gryfoneczka sprytnie uknuła, gdyż obecnie żwawym krokiem zmierzałem wraz z nią w stronę elegancko urządzonej sali, nieprawdopodobnie zachwycającej niecodziennym wystrojem, który był tylko i wyłącznie zasługą dwóch Ślizgonek. Krótko mówiąc, nieszczególnie za nimi przepadałem, w końcu sama ich przynależność do Domu Węża napawała mnie mimowolną odrazą i nonsensownym niesmakiem. Anemiczną twarz śmiało przyozdobiłem całkiem charakterystycznym półuśmiechem, lecz i tak nie można było go zobaczyć, gdyż atramentowa maska wszystko uniemożliwiała. Całe szczęście, bo moja nieoczekiwana i zaszczytna obecność na tym balu miała być dla wszystkich wielkim zaskoczeniem, a także wiekopomną chwilą, którą z prędkością światła trzeba zanotować w nadszarpniętych zębem czasu kronikach Hogwartu. Bezradnie wzruszyłem koszmarnie kościstymi ramionami, niezauważenie poprawiłem kołnierzyk śnieżnej koszuli, wypatrując zaciekawionym spojrzeniem hebanowych tęczówek swych zacnych pobratymców, tym samym z nikłym zainteresowaniem wsłuchując się w to, o czym właśnie świergotała Caroline. Dość niespodziewanie porwałem do tańca swoją doborową towarzyszkę, święcie przekonaną, że zaciągnę ją wpierw do bufetu, zapewne zaskakując dziewczę swoimi niecodziennymi umiejętnościami tanecznymi, gdyż - jak poprawnie mniemam - nigdy nie mieliśmy jakiejkolwiek niepowtarzalnej okazji od chimerycznego losu, aby choć raz w naszej dotychczasowej egzystencji zatańczyć. Teraz mieliśmy szansę.
- Zadowolona z tego, że się tutaj pojawiłem, rudzielcu? Ty mnie zawsze na coś namówisz, ale to nie moja wina, iż nie potrafię, niestety, odmówić swojej przyjaciółce. - powiedziałem zachrypniętym głosem, tym samym z delikatnym niedowierzaniem kręcąc głową.
avatar
Barthy Keates
Dorosły

Liczba postów : 6
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

http://www.beauxbatons.forum.st

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Caroline Doherty on Nie 31 Paź - 1:59

Warto pamiętać, że Caroline przeważnie dostawała to, czego pragnęła a, dowiedziawszy się dwa dni wcześniej o balu (nie żeby nie słyszała o nim już od dawna, po prostu jakoś jej z głowy zupełnie wyleciało, że to już koniec października. dla niej czas zatrzymał się 31 sierpnia), uznała, iż nie wypada się na nim nie pojawić. Zwłaszcza, że jeszcze tego samego wieczoru znalazła w swoim kufrze wyjątkowo pasującą na tę okazję suknię oraz maskę. Pytanie, skąd wzięła się u niej maska jakoś jej do głowy nie przyszło.
Ku swojemu zaskoczeniu - nie mogła spodziewać się, że powiedzie się jej niecny plan - wyciągnięła Barth'a na szkolną zabawę. Przecież on nawet niechętnie uczestniczył w imprezach odbywających się w domu Lwa!
Co wprawiło ją wręcz w szampański humor, przyjaciel prezentował się nieskazitelnie, więc śmiało mogła wkroczyć w swojej kremowej, atłasowej sukience, do pasa ciasno ściśniętej gorsetem, natomiast od pasa w dół delikatnie rozkładającej się i zakręcającej wokół kostek.
Prawdę powiedziawszy myślała, iż Barthy narzekając powłóczy się do jednej z lóż, ewentualnie zahaczając o bufet. Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy przyjaciel pociągnął ją niemalże na środek parkietu i poprowadził w tańcu tak, jak nigdy by nawet nie przypuszczała, że tańczyć potrafi.
- Muszę przyznać, że jestem z siebie niezwykle zadowolona. - odparła po chwili zastanowienia, posyłając spod osłaniającej oczy, ozdobionej drobniutkimi bursztynami maski chłopakowi szeroki uśmiech. - Gdybym cię nie wyciągnęła, nie wiem czy miałabym okazję przekonać się, jak wyśmienitym tancerzem jesteś!
avatar
Caroline Doherty
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : 3/4
Skąd : kraje nordyckie

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Barthy Keates on Nie 31 Paź - 12:32

Tak naprawdę to nikt nigdy nie przypuszczał, że potrafię tak doskonale tańczyć. Nawet moja kochana siostra, Delilah, która najprawdopodobniej kręciła się tutaj gdzieś z tym okropnym bufonem (dziwię się trochę, że nie zdążyłem tego patałacha Claytona jeszcze ukatrupić!) po sali balowej, o tym nie wiedziała, pomimo iż zdawała sobie sprawę o naprawdę wielu rzeczach.
- Kochany rudzielcu, specjalnie ukrywałem swoje umiejętności taneczne; nie chcę sprawiać przykrości innym nieudacznikom, bo teraz wszystkie panienki na tym parkiecie byłyby już moje. Ach, widzę, jak to nie potrafiłbym się od nich odgonić. - powiedziałem te słowa z niewyobrażalną nutką pewności siebie, po czym niespodziewanie wybuchnąłem perlistym śmiechem, który starałem się pohamować; na próżno. Nie było tutaj aż tak źle, moje koszmarnie beznadziejne samopoczucie wywołane kilkoma czynnikami diametralnie zmieniło się w szampański humor, co zapewne spowodowała panienka Doherty. Choć wcześniej siarczyście kląłem w myślach, że dałem się na to namówić, to teraz byłem całkowicie zadowolony ze swojej decyzji - odrobina rozrywki i doborowego towarzystwa z całą pewnością dobrze mi zrobi. Zaśmiałem się delikatnie, wciąż podrygując w rytm energicznej muzyki. Parkiet powoli się zapełniał, wciąż przybywała coraz większa ilość szkolnej hałastry, przez co infantylna plotkara będzie miała o czym i o kim pisać, w końcu na pewno dzisiejszego wieczoru niewątpliwie wiele się wydarzy. Choć owe czasopismo niezwykle rzadko czytałem, to i tak zawsze ktoś zdążył mi wszystkie famy osobiście przekazać, czy tego chciałem czy też nie. Zlustrowałem uważnym spojrzeniem hebanowych tęczówek ponownie jej prześliczną, kremową, atłasową sukienkę, w której prezentowała się nadzwyczajnie dobrze. W końcu ładnemu we wszystkim ładnie, nieprawdaż?
- A teraz, kochana Caroline, muszę Cię przeprosić, wpadła mi w oko pewna dziewczyna. Na pewno zobaczymy się jeszcze później i będzie okazja, aby zatańczyć. - wyszeptałem, po czym pocałowałem w policzek rudowłosą przyjaciółkę i czym prędzej ruszyłem w tylko sobie znanym kierunku. Cóż, miałem tylko nadzieję, że dziewczyna się na mnie śmiertelnie nie obraziła.
avatar
Barthy Keates
Dorosły

Liczba postów : 6
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

http://www.beauxbatons.forum.st

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Caroline Doherty on Nie 31 Paź - 15:25

- Nie potrafiłbyś się odgonić, powiadasz? A ja myślę, mój drogi, że troszeczkę aż za bardzo się przeceniasz!
Nie żeby miała coś przeciwko wygórowanej samoocenie, bo przecież sama miała wysokie mniemanie o sobie, ale Barthy to Barthy.
I to by było na tyle?
A nim się zdążyła zorientować, jej przyjaciel porzucał ją na środku parkietu i kierował swoje kroki w stronę jakiejś marnie ubranej dziewoi. Skandal! Caroline zmarszczyła z niezadowoleniem brwi, patrząc w ślad za znikającym przyjacielem i dopiero po chwili, gdy potrąciła ją jedna z pozostałych tańczących par, postanowiła ustąpić miejsca innym i zejść z parkietu. - Obyś tylko mój drogi nie spotkał mnie jutro w pokoju wspólnym, bo marny twój los. - mruknęła pod nosem, odchodząc w stronę bufetu oraz lóż.
avatar
Caroline Doherty
Uczeń

Liczba postów : 22
Czystość krwi : 3/4
Skąd : kraje nordyckie

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Roselyn Hepburn on Nie 31 Paź - 18:21

Ten bal chyba nie do końca okazał się tak udany jak miało być w zamyśle, ale Roselyn wolała nie być tą, która powie to na głos Amelii. Gniew ciężarnej Hewson był jeszcze przerdziej przerażający niż gniew normalnej Amelii i nawet panienka Hepburn nie zamierzała się podkładać.
Pokręciwszy się po sali, upewniwszy się, że zespoły wystepują zgodnie z kolejnością oraz, że wszystko działa jak należy, Rosie postanowił opuścić wielką salę. A przynajmniej na jakiś czas, by później powrócić u boku któregoś z przyjaciół lub przyjaciół przyjaciół reprezentujących się na tyle korzystnie, by nie musiała czuć się poniżona bardziej niż się czuła.
Poprawiwszy sukienkę, Ślizgonka odnalazła przyjaciółkę i przekazała jej stan techniczny wszystkich sprzętów, po czym życzyła jej i jej mężowi udanej zabawy. No i oczywiście zachwaliła wieczorową suknię Amelii, bo wyglądała niemalże rownie zjawiskowo co Rose!
A potem wyszła, po drodze zaczepiając jeszcze jedną ze znajomych i prosząc o cygaretkę.
avatar
Roselyn Hepburn
Dorosły

Liczba postów : 181
Czystość krwi : czysta
Skąd : Glasgow, Szkocja

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Lorelle Blackwell on Nie 31 Paź - 22:10

Gdyby nie Lucas i jego zaproszenie na bal, pewnie jej noga nie przestąpiłaby tego wieczora progu Wielkiej Sali. Co prawda potrafiła utrzymać równowagę na obcasach, a sukienka nie gryzła się boleśnie z wrażliwym naskórkiem. Ale, umyślnie wchodzenie na języki innych nie należało do jej ulubionych zajęć. Każdy kto wkraczał w tłum, zostawał wpierw zlustrowany krytycznym okiem i często także skomentowany w kilku konspiracyjnych szepnięciach na ucho. Jak każde dziewczę w takim wieku, Lorelle miała parę kompleksów. Dlatego w obecnej sytuacji nie czuła się zbyt pewnie. Mimo iż naprawdę starała się przygotować do balu. Dla Lucasa ubrała się w malinową kreację, spędziła dłuższy czas przed toaletką próbując nieudolnie wykorzystać zakupione na oślep kosmetyki i za pomocą zaklęć wyprostowała zwykle układające się w czarną falę włosy. Na jej strój składała się oczywiście również maska, dzięki której i wcześniej wspomnianym działaniom wcale nie przypominała samej siebie. Było warto? Nie wiedziała, bowiem towarzyszący jej Krukon milczał bądź odpowiadał na pytanie krótkimi przytaknięciami. Zatańczyli dwa tańce. Dowiedziała się o jego marnych zdolnościach na tym polu i popisała się własnym brakiem wyczucia taktu. Lecz, nadal nie była pewna czy go zawiodła, czy też spełniła oczekiwania.
- Słysząc o balu halloweenowym, myślałam że będzie bardziej, hm, żywy – stwierdziła z nutką obojętności w swoim miękkim sopranie. Rozglądając się mozolnie po innych uczniach w poszukaniu znajomych twarzy. Nie było to łatwe zadanie, zważywszy na to, iż większość miała pozakładane maski. Skutecznie utrudniające identyfikację.
avatar
Lorelle Blackwell
Uczeń

Liczba postów : 149
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn, Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Lucas Sprouse on Pon 1 Lis - 11:24

Gdyby nie to, że Lucas miał Lorkę, sam by się nie pojawił na tym balu. Zapewnie nie miałby chęci, pożytkując ten czas na spacery wzdłuż jeziora bądź po prostu po błoniach. Na swobodnym siedzeniu na parapecie nie mógł sobie jak na razie pozwolić, nie ochłonąwszy jeszcze tak do końca z tą sprawą z Ianem. Dziękował jednak losowi, że gdy kładł się spać – chłopaka nie było, bądź już spał. Więc mijali się albo świadomie albo nie.
Teraz jednak jego mysli zaprzątnięte były obecnością dziewczyny przy nim. Nietrudno było ich poznać, a przynajmniej Lucasa. Którego charakterystyczne barki oraz blizna na policzku zdradzała niemalże od razu.
W czasie tańców, chyba kilkakrotnie zdążył przeprosić Lorelle za swój brak umiejętności, w ostatniej chwili cofając nogę przed nadepnięciem drobnej stópki dziewczyny. Starał się uśmiechać lekko, ale jakoś specjalnie nie był zadowolony z balu – chyba z tego samego co Lorelle.
- Nie można chyba zbyt wiele oczekiwać od balów. – Stwierdził zupełnie nie myśląc o tym co mówi, spoglądając w stronę loży, w poszukiwaniu jakiejś wolnej. Żałował, że nie było tutaj zwykłych stolików dwu bądx trzyosobowych, ale przeżyje. – Podjedziemy usiąść? – zaproponował.
avatar
Lucas Sprouse
Dorosły

Liczba postów : 380
Czystość krwi : Półkrwi
Skąd : Solihull, hrabstwo West Midlands

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Severus Snape on Pon 1 Lis - 12:59

W takich chwilach Severus szczerze nienawidził obejmowanej przez siebie posady nauczyciela. Najwyraźniej jednak zakończona niedawno wojna wciąż zbierała żniwa na jego życiu, zastanawiał się nawet, czy nie brutalniej niźli podczas zebrań Śmierciożerców. Bal! W dodatku maskowy! Tylko ktoś tak przesiąknięty złem do szpiku kości jak Amelia Golightly tudzież Hewson mógł wpaść na ów szatański pomysł. Początkowo postanowił nie pojawiać się na tym jakże radosnym wydarzeniu i zwyczajnie zamknąć się w gabinecie, oddając się szlachetnej sztuce warzenia eliksirów. Jednakże Albus uznał za niebywale zabawne powierzenie mu dyżuru dzisiejszego dnia, a tym samym zmusił do spędzenia wieczoru w towarzystwie rozwrzeszczanej hałastry. Szczytem dowcipu dyrektora okazało się jednak wręczenie mu prostej czarnej maski, którą chcąc nie chcąc musiał założyć.
Tym właśnie sposobem, przechadzał się po parkiecie, co rusz odejmując punkty zachowującym się niewłaściwie Gryfonom, zbierając prawdziwy alkohol i rozdzielając migdalące się pary. Tak, to zdecydowanie nie był szczyt jego marzeń.
avatar
Severus Snape
Profesor

Liczba postów : 21
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Spinner's End

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Raymond Forrester on Pon 1 Lis - 14:56

Raymond nie miał nic do tego typu imprez. Naprawdę. Sam je lubił. Z tym, że tym razem nie było z czego się cieszyć. Po pierwsze: właściwie nie mógł w niej brać udziału. Tańczyć z uczennicami nie mógł, a wśród nauczycielek piękności niestety nie było. Oprócz Nessy, ale ona się nie pojawiła. Zamiast tego stał i pilnował wszystkich dookoła, zobowiązany odejmować im punkty za nieregulaminowe zachowanie.
Mnóstwo par ssących swoje twarze, rozdzielane przez Snape'a, ludzie poprawiający sobie nastrój alkoholem, pozbawiani go przez Snape'a, palący i czyniący inne niewłaściwe rzeczy obywatele, którzy to również przerywali swoje czynności na wskutek morderczego spojrzenia Severusa Snape'a.
Ponieważ ta cała radość Raymonda irytowała, z niemałą satysfakcją patrzył na to, jak jego kolega po fachu gromi wzrokiem czy też niezwykle dobrze dobranymi słowami wszelkie wykroczenia. Sam zupełnie inaczej niż zwyczajnie stał się dość surowy i jeżeli ktoś widząc, że Snape poszedł dalej, powrócił do poprzednich zachowań, Forrester ganił go i z chęcią odejmował punkty.
Tak, on też dostał czarną maskę od dyrektora. Właściwie niespecjalnie wyróżniał się teraz spośród uczniów, niektórzy bywali od niego wyżsi, a przez maskę twarzy widać nie było.
Podszedł do Snape'a i zapytał:
- To zapewne sprawka Hewson. Inaczej wątpliwe, żeby dyrektor zgodził się na takie marnotrawstwo czasu i pieniędzy.
Przez to, że nie mógł się bawić, nagle właśnie tak ów bal postrzegał.
avatar
Raymond Forrester
Profesor

Liczba postów : 31
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn/Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Antonette Hartell on Wto 2 Lis - 18:17

Obecność Antonette na balu była tak oczywista jak to, że jutro wstanie słońce a rozpoznać ją było niebywale łatwo, mimo iż na twarz przywdziała zgodną z etykietą balów maskowych maskę. A nie była to byle jaka maska, bowiem Netty zrobiła ją własnoręcznie, przez tydzień zarywając noce by dopracować ją w każdym detalu! Przysłaniająca oczy i kości policzkowe forma z paper mache oklejona była czarnym aksamitem i obszyta dookoła delikatnymi złotymi i szmaragdowymi cekinami. Nad nosem u szczytu maski doczepiony był oprawiony w pozłacaną ozdobną ramkę maleńki bursztyn, od którego rozchodziły się wymalowane złotą farbą zgrabne zawijasy. A najpiękniejsze (i przy okazji najbardziej kiczowate) były trzy czarne, błyszczące strusie pióra nad kamieniem, które wdzięcznie poruszały się z każdym krokiem dziewczęcia. Żeby nie przedobrzyć, Tosia dobrała do tego klasyczną muślinową sukienkę składającą się z trykotu i sięgającej kolan baletowej spódniczki. Z obcasów zrezygnowała na rzecz bosych stóp, okrytych jedynie czarnymi rajstopami. Miała koncepcję założenia point, ale te cholerstwa były zbyt niewygodne i po chwili zaczynały boleć ją palce u stóp. A baletki nie były wcale ładne.
Wyglądała niezaprzeczalnie pięknie i absolutnie nie potrzebny jej był do szczęścia towarzysz. Nawet do tańca takowego nie potrzebowała, co udowodniła już po chwili dzielnie wskakując na parkiet i odpływając do swojego własnego wewnętrznego świata.
avatar
Antonette Hartell
Uczeń

Liczba postów : 4
Czystość krwi : 3/4

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Severus Snape on Wto 2 Lis - 21:56

Bądźmy szczerzy - rozwiązłość szerzyła się z każdym rokiem, wystarczyło tylko popatrzeć na to, co działo się w lożach. Nawet Victor nie potrafił powstrzymać rąk, pomimo iż zawsze uważał go za całkiem taktownego. Przywoływanie do porządku tych rozbisurmanionych nastolatków z pewnością było niewdzięcznym zadaniem, co niestety można było odnotować na powyższym obrazku.
Spojrzał na Raymonda i poczuł pewnego rodzaju ulgę. Choć nigdy nie przepadał za tym profesorem, świadomość, że nie jest odosobniony w swoim milczeniu i nie tylko on padł ofiarą dobrego humoru Albusa była krzepiąca.
- Hewson posiada nieznośną zdolność do przekonywania ludzi i stawiania na swoim. Najwyraźniej nawet dyrektor nie potrafi pozostać obojętnym na wdzięki tego dziewuszyska - odpowiedział spokojnie, nie pozostawiając Raymondowi złudzeń co do tego, jakie ma zdanie na temat tejże Ślizgonki. Chyba cała szkoła była świadoma niechęci, jaką Severus darzył tą diablicę w przebraniu anioła, jednakże powód owej niechęci miał pozostać tylko pomiędzy nimi. Przeklęta zdolność metamorfomagii, przeklęta umiejętność łączenia faktów i obracania nich przeciwko niemu samemu. Jej krnąbrność pozostawała bezkarna, bowiem nie potrafił znieść jej obecności na szlabanach. Zawsze wiedziała, jak zmienić swoje oczy.
avatar
Severus Snape
Profesor

Liczba postów : 21
Czystość krwi : półkrwi
Skąd : Spinner's End

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Victor Hewson on Sro 3 Lis - 0:37

Nie, nie można się jej było dziwić. On sam nie był pewien, jak zachowałby się na jej miejscu. Co prawda rzadko o tym myślał, ale kiedy tylko był sam i miał chwilę dla siebie tego typu przemyślenia przychodziły same. Cóż, nie śnił o Agnet po nocach. Nie pojawiała się w jego snach, nie prześladowała go w każdej chwili jego życia, jednak myślał o niej czasem. Zastanawiał się, czy naprawdę nie było innego wyjścia. Czy nie mógł postąpić inaczej. Ale najwyraźniej odezwała się w nim natura prawdziwego Śmierciożercy, którym nieomal został...
On mógł nadal udawać, że jest z nią wyłącznie ze względu na dobre pożycie małżeńskie, ale nawet jego kumple zaczynali już dostrzegać, że w rzeczywistości jest w tym coś więcej, o czym sam zainteresowany nie mówi. Mimo, że zawsze się nią interesował i zawsze każdemu dawał do zrozumienia, że w końcu ją zdobędzie nigdy tak naprawdę nie myślał o zdobyciu jej w ten sposób. Nie wyobrażał sobie, by mógł być mężem, ojcem, a tym bardziej, że mógłby się... zakochać.
- Wiara wcale nie jest taka trudna - mrugnął do niej okiem i uśmiechnął się ciepło.
Owszem, nie był cyborgiem, ale od zawsze i na zawsze ten śmiech zarezerwowany był wyłącznie dla niej. Nikt inny nie miał prawa go słyszeć, czy też podziwiać tych iskierek, które pojawiały się wtedy w jego oczach. No, chyba, że jego dzieci, ale to inna sprawa...
Zaśmiał się, prowadząc ją na sam środek parkietu. Po drodze napotkał spojrzenie Severusa i uśmiechnął się do niego z lekką kpiną w sposób zarezerwowany właśnie dla ludzi takich, jak Snape. Skinął także głową, mijając go i objął mocniej Amelię.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 3 Lis - 0:52

Oj, martyrologia ich związku począwszy od klasy pierwszej mogła się okazać bardzo ciekawa. Szkoda tylko, że stanęło na victorowym, choć nie do końca tak, jakby tego chciał. Wszak ślubu żadne z nich nie brało pod uwagę, a tego, że zaczną myśleć, iż nie jest on jedynie koniecznością i nie składa się wyłącznie z pożycia małżeńskiego (choć nie należy umniejszać jego udziału) - to plasowało się w pudełku "nigdy w życiu".
- Jesteś ostatnią osobą, którą bym o nią podejrzewała - nie powiedziała tego z kpiną, by mogło przejąć pejoratywne znacznie. A wręcz przeciwnie: jej głos był tak ciepły jak tylko przy nim, pobrzmiewały w nim skrywane pokłady czułości i... czegoś jeszcze. Nie żartowała z niego po raz pierwszy od dobrych kilku lat, zazdrościła mu za to, że tak łatwo potrafi w to wierzyć i nie musi borykać się z tym, co ona. Przynajmniej pozornie.
Choć chciałoby się użyć innego czasownika, powiedzmy po prostu, że uwielbiała takiego Victora, którym był tylko dla niej. Nie wątpiła w to, że jest w stosunku do niej szczery i to wszystko - śmiech, iskierki w oczach czy drobne czułości są autentyczne. Miała nadzieję, że w podobny sposób będzie się odnosić do ich dzieci - bo choć sama uwielbiała też Hewsona Zimnego Drania, to chciała, by bliźniaki dorastały w innej atmosferze, niż ona.
- Dobry wieczór, profesorze Snape. Mam nadzieję, że doskonale się pan bawi - powiedziała uprzejmie, uśmiechnęła się uroczo i puściła do mężczyzny perskie oko. W przeciwieństwie do męża nie miała zamiaru dać mu tak łatwo spokoju. - Profesorze Forrester - Jak mogłaby zapomnieć o dobrych manierach? Godnie skinęła głową i pozwoliła poprowadzić się na środek parkietu - Chyba zapomniałam, jak dobrym tancerzem jesteś, Victorze - uśmiechnęła się do niego. Oczywiście, to było niedopuszczalne, wszak Amelia uwielbiała tańczyć!


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Victor Hewson on Sro 3 Lis - 1:03

A jednak ktoś kiedyś powiedział "nigdy nie mów 'nigdy' " i najwyraźniej miał rację. W ich przypadku to stwierdzenie sprawdzało się w stu procentach, bowiem z relacji momentami toksycznej, która jednak wciąż pozostawała w cieniu lojalnej przyjaźni przeszli do miłości do tej pory zupełnie nierealnej w przypadku Victora, a także Amelii w połączeniu z Hewsonem. Ale najdziwniejsze było to, że Vic wcale nie uważał, by było w tym coś złego. Niby kiedyś mówił, że jeśli się zakocha to chyba popełni samobójstwo, ale z całą pewnością nie brał pod uwagę możliwości zakochania się w Melce...
- Sam bym się o nią nie podejrzewał. Zresztą, nie podejrzewał bym się o wiele rzeczy... a jednak - westchnął, wciąż się uśmiechając.
Borykał się z tym, ale na swój własny, typowo męski sposób. Próbował odsuwać to na dalszy plan, ciesząc się chwilą. Jednak nie zapominał o tym, co go czeka i był na to gotowy.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przy bliźniakach będzie musiał być inny. Wiedział, że im należy się więcej, że zasługują na coś lepszego niż on sam otrzymał od swoich rodziców. I chciał im to dać, dlatego też Melka nie musiała obawiać się, że poznają Hewsona Zimnego Drania. Choć z całą pewnością będą momenty, w których zachowa się tak, jak jego ojciec, ale przecież życie nie składa się wyłącznie z samych przyjemności, a czasem trzeba też być twardym, chłodnym i konsekwentnym, czyż nie?
Victor zaśmiał się w duchu. Wolał nie odzywać się w tej chwili - wiedział doskonale, że jest to prywatny "pojedynek" Melki i nie powinien zabierać w nim głosu. Szczególnie, jeśli jeszcze kiedyś chciał mieć wolny wstęp do gabinetu Snape'a. Forrester go mało obchodził, ale Severus, bądź co bądź, był jego dobrym znajomym.
- Niewybaczalny błąd - westchnął - a jednak jeszcze tym razem ci to wybaczę - zachichotał.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 3 Lis - 1:23

W sumie, ich znajomość przechodziła przez tyle etapów, że spokojnie można by napisać na jej podstawie sporej grubości encyklopedię. Od niechęci, poprzez zwykłą znajomość do przyjaźni, skąd czekała ich niedługa droga do wymiany pocałunków i wiecznego obłapiania się we wszystkich możliwych miejscach, choć nigdy nie prowadzącego do konkretów. Potem przyszła kolej na minione walentynki, a jak dalej potoczyła się ich znajomość, każdy wie. Jednakże Amelia, do momentu w którym Victor wyciągnął w jej stronę pierścionek zaręczynowy nigdy nawet nie pomyślała, że mogłaby kiedykolwiek go poślubić. Niegdyś liczyła, że spotka swojego księcia z bajki i to jemu powierzy swoje serce. Czemu więc z każdym dniem coraz bardziej zastanawiała się, czy aby go nie poślubiła? Przerastały ją własne uczucia, ot co.
- Ja nie podejrzewałabym cię o to, że pojawisz się na jakimkolwiek balu, założysz szatę wyjściową, zapamiętasz że piję rano kawę i zaczniesz zamawiać dwie, a także że w środku nocy będziesz przynosił mi kefir. O czymś zapomniałam? - uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie. Celowo pominęła partię czułości i bycia idealnym mężem; Victor wiedział, jakie są jej odczucia, ale ona nie była pewna, czy powinna wypowiadać je na głos.
Bliźniaki! Kto by pomyślał, że zaledwie trzy miesiące dzieliły ich od ich narodzin! Strach Melki narastał wraz z powiększającym brzuchem, pojawiały się coraz to nowe wątpliwości, a ona sama nie była pewna, czy podoła temu zadaniu. Żadne z nich nie doświadczyło normalnego dorastania, czy więc będą w stanie stworzyć dzieciom zdrową rodzinę? Nie kochali się (a przynajmniej w jej koncepcji Victor nie kochał jej, a ona wciąż wypierała się tego uczucia) a do tego najbliższa droga by skończyć jak ich rodzice. W dodatku jego przeszłość z matką, jej nastoletnia ciąża... to nie wpływało korzystnie na... tak właściwie, to na nic.
- Może - splotła dłonie na jego karku i uśmiechnęła się do niego ciepło - powinieneś częściej ze mną tańczyć. Wtedy żadne z nas nie popełni tego błędu. - Tańczyli, to był już postęp - Mówiłam ci już, że w szacie wyjściowej wyglądasz niebywale pociągająco, mężu?


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Victor Hewson on Sro 3 Lis - 1:42

Bo tak to już zwykle jest, że życie zaskakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie, dając nam to, czego chcieliśmy choć nie do końca w takiej wersji, w jakiej sobie wymarzyliśmy. Los, Merlin, Przeznaczenie - jak zwał, tak zwał - jest niezwykle przewrotne i uwielbia się z nas naśmiewać, dlatego też zwykle wystawia nas na próbę, a to, czy jej podołamy zależy już wyłącznie od nas. Tak też było w tym wypadku. Vic chciał mieć Melkę - to ją ma. Ona chciała mieć księcia z bajki i prawdziwą miłość - proszę bardzo. Co z tego, że to nie jest do końca to, co sobie wymarzyli. Los dał im tyle, ile chciał, a co oni z tym zrobią to już ich sprawa...
- Chyba wymieniłaś wszystko - znów zachichotał, łapiąc się na tym, że obraz, jaki mu właśnie przedstawiła, jest dla niego niezwykle miły i wcale nie przeszkadza mu fakt, że niektórzy zaczynając nazywać go po kryjomu pantoflarzem, słysząc takie wyznania z ust jego żony. Co tam - może być i pantoflarzem, jeśli tylko zachowa Amelię.
Co do tego, czy powinna wypowiadać je na głos to sam do końca nie mógł się zdecydować. Właściwie chyba nie miał nic przeciwko, a jednak, gdzieś tam w głębi, wciąż pojawiało się pytanie, czy to aby na pewno jest właściwe. Dla jego reputacji rzecz jasna. Ale, szczerze?, przecież on już od dłuższego czasu nie przejmuje się swoją reputacją! Niebawem i tak skończy szkołę i ktoś zajmie jego miejsce. Wątpliwe, czy zdoła dorosnąć mu choćby do pięt, ale jednak go zastąpi. Oczywiście jeszcze przez wiele lat uczniowie i nauczyciele będą wspominać niejakiego Hewsona, a stary piernik Dumbledore do końca życia popamięta młode małżeństwo o tym nazwisku...
Może i nie ma. Może to wszystko skazane jest z góry na niepowodzenie. A może właśnie dlatego, że będąc tak młodymi ludźmi już tak wiele przeszli, tak wiele razy zostali doświadczeni przez los, że uda im się stworzyć swoim dzieciom prawdziwą rodzinę. I może wreszcie któreś z nich odważy się wyznać, co czuje do tego drugiego, choć osobiście nie sądzę, by udało im się to zrobić przed narodzinami bliźniaków.
- Może nawet ci się uda mnie do tego przekonać. - wymruczał, całując ją delikatnie. - Nie przypominam sobie - wyszczerzył się do niej z rozbawieniem.
avatar
Victor Hewson
Administrator
Śmierciożerca

Liczba postów : 464
Czystość krwi : czysta niczym wódka
Skąd : Silvermines

http://green-death.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Amelia Golightly on Sro 3 Lis - 16:30

Fakt - oboje dostali dokładnie to, czego chcieli choć w innej formie niźli się tego spodziewali. Jeśli takim działaniem, Los, Fatum, Fortuna czy cokolwiek innego zamierzało im dopiec, to ośmielę się stwierdzić, iż osiągnęło efekt odwrotny do zamierzonego. Po prawie pięciu miesiącach małżeństwa, Amelia nie mogła sobie wyobrazić, by jej życie miało się potoczyć inaczej. To co uważała za koniec swojego świata wcale nie okazało się tak tragiczne w skutkach, a nawet miało więcej pozytywów niż negatywów. Choć wciąż bała się macierzyństwa, zaczynała podchodzić coraz swobodniej do rozwijających się w niej istotek, z pomocą męża może nie będzie musiała rezygnować z kariery i... miała Victora. Gdyby nie ciąża, ich losy zapewne nie potoczyłyby się tym torem.
- Ja widzę jeszcze więcej, ale będę milczeć gdyż jeszcze popadniesz w samouwielbienie - odparła z uśmiechem i pocałowała go wprost w usta. Nie był pantoflarzem i nigdy nie będzie - wszak to Victor Hewson! Po prostu powoli uczył się wpuszczać kogoś innego do swojego życia i dzielić z nim, a właściwie nią, wszystko: począwszy przez skrytkę w banku poprzez pokój, łóżko i pościel, a skończywszy na własnych uczuciach. I, jakby na to nie spojrzeć, miał również żonę przy nadziei, w dodatku marudną i jak to ładnie powiedział profesor Snape - zawsze stawiającą na swoim. Chyba może czuć się usprawiedliwiony, prawda?
Ale Amelia przejmowała się jego reputacją i przecież nie mogła pozwolić, by ktoś stracił należytą opinię o jej ukochanym, prawda? W końcu drugiego takiego nigdy nie znajdą, a co!
Może tak, może nie - to już czas pokaże. Choć z drugiej strony, po narodzinach bliźniaków wszystko może stać się o wiele łatwiejsze - parafrazując jedną z bohaterek seksu w wielkim mieście: "nie kochasz mnie. i powtarzaj to sobie do znudzenia, bo jak zobaczysz mnie trzymającą twoje dziecko, przestaniesz w to wierzyć". Podobne zdanie miała Amelia, choć nie podejrzewała, by Victor mógł ją kiedykolwiek pokochać.
- W to akurat nie wątpię - uśmiechnęła się tryumfalnie - W takim razie, Victorze muszę ci oznajmić, że w szacie wyjściowej wyglądasz niebywale seksownie i najchętniej... - tu przyłożyła mu usta do ucha i zaczęła do niego szeptać różne zbereźne rzeczy, których nie przytoczymy z racji na cenzurę.

~ fuck the system!/Rose


I could flirt with all the guys, smile at them and bat my eyes
Press against them when we dance, make them think they stand a chance

Then refuse to see it through, on a dream that won't come true
But to cry in front of you, that's the worst thing I could do


avatar
Amelia Golightly
Administrator
Królowa Pszczół

Liczba postów : 655
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Raymond Forrester on Czw 4 Lis - 16:10

Raymond wcale nie zdziwiłby się, gdyby za dziesięć czy dwadzieścia lat tego typu zachowania szerzyły się wśród dwunastolatków. Doprawdy. To, w jaki sposób uczniowie obłapiali się w lożach, nie przejmując się obecnością innych, widocznie lepiej wychowanych ludzi wołało o pomstę do nieba.
Stosunek Raya do Severusa... Hm, Snape był dziwny. Wszyscy o tym wiedzieli. Jego przetłuszczone wlosy, przenikliwe spojrzenie, podejście do wszystkich ludzi, ogólny całokształt przywodzący na myśl nietoperza... to wszystko miało na pewno wpływ na to, jak ludzie go traktowali. Zresztą, duszą towarzystwa nie był. Raymond częściej rozmawiał z Fairchildem (choć nie za często) i z Nessą (w końcu się przyjaźnili) oraz z resztą grona pedagogicznego, która nie patrzyła na niego tak, jak gdyby największym marzeniem było się go pozbyć.
- Zaiste. - potwierdził skrzywiony - To bardzo źle dla naszego dyrektora i naszej szkoły. Im prędzej ta dziewczyna skończy Hogwart, tym lepiej. - on akurat nie miał obowiązku jej uczyć - całe szczęście - ale już jej przyjaciółkę Hepburn oraz męża Hewsona już tak. Nie pałał do nich zbyt pozytywnym uczuciem.
avatar
Raymond Forrester
Profesor

Liczba postów : 31
Czystość krwi : czysta
Skąd : Londyn/Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Drew Huntington on Nie 14 Lis - 21:37

Doszli już do jakiegoś konsensusu, z czego był niezwykle dumny. Ale czy Etain zdawała sobie sprawę z tego, że przez te kilka godzin udając inną osobę niż jest, Drew czuł się jakoś.. inaczej? Te wszystkie przygotowania nie poszły bynajmniej na marne. W każdym razie skinął głową, po czym uniósł brew w górę.
- Jeśli chodzi ci o jakieś obmacywanki czy coś w ten deseń, do razu mogę powiedzieć że nic takiego mi po głowie nie chodzi. Zwyczajnie – chcę z tobą zatańczyć i mam szczerze głęboko w rzyci co inni sobie pomyślą. - Tak trochę to było to prawdą. Ale tylko trochę z tego względu, że swoją właściwą twarz chował pod maską i pod wywarem.
Osiągnął sukces! Dziewczę posunęło w jasnej sukni w stronę parkietu kapitulując. Czyli nie komplementy, ale marudzenie skłoniło ją do tego? Nie miał pojęcia. Co prawda nie musiała mu wierzyć, iż czekał tutaj tylko na nią by z nią zatańczyć. Ale sam przyznał się do tego, że zaczęła mu się podobać dużo wcześniej niż założyła tę suknię. – Tylko jeden. Obiecuję. – Przyrzekł, czując że osiągnął dziś dwa ogromne sukcesy. I do głowy wleciał mu pomysł, aby częściej używać tego eliksiru by się do niej zbliżyć. To, że nienawidziła Drew to jedno.. może przekona się do .. Kurta?
W każdym bądź razie znaleźli się już na parkiecie, z ulgą stwierdzając iż to właśnie ten wolniejszy kawałek. Nie zwlekając zbyt wiele, przystanęli gdzieś z boku parkietu i jedną z dłoni położył na szczupłym (by nie użyć słowa chudym) boku, tuż powyżej biodra. Palce drugiej kończyny zamknęły w sobie dłoń Sewardówny. I zaczęli tańczyć. Raz w prawo. Raz w lewo. Prawo. Lewo. Po małym okręgu. Lewo. I prawo. - Chyba nie jest aż tak źle, co? – zagadnął, prowadząc ją stanowczo w takt muzyki.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Étaín Seward on Nie 14 Lis - 22:15

Mogę zapewnić, że nie zdawała sobie sprawy. Dla niej Drew był jakimś bezimiennym uczniem, najpewniej niezbyt wyróżniającym się z szarego tłumu, skoro nie zauważyła go przez sześć lat swojej edukacji w zamku, ale z pewnością nie tym obrzydliwym Huntingtonem, którego nienawidziła. Jednak powierzchowność robi swoje.
- Tylko byś spróbował - mruknęła hardo - W takim razie, po co chcesz ze mną zatańczyć, jaki masz w tym cel? Bawi cię to, że będę się potykać?
Och, doprawdy niewiele obchodziło ją, że czekał tu na nią choćby całą noc. Chciał czekać, to czekał. Ale że marudził o tym, rozprawiał przez dobrą godzinę - to właśnie doprowadzało ją do szewskiej pasji. Wystarczyło powiedzieć jej raz, by zrozumiała, a chłopak w kółko trąbił o tym samym, więc zwyczajnie straciła cierpliwość. W pewnym sensie umniejszało to jego sukces, albowiem zgodziła się z nim zatańczyć, tylko po to, by się odczepił.
Kiedy oparł dłoń na jej talii, nie mogła się powstrzymać przed rzuceniem mu niezwykle wymownego spojrzenia, godnego wściekłego bazyliszka, które niewerbalnie uświadamiało mu, że jeśli tylko spróbuje zjechać tą ręką niżej, jej kolana spotka się bliżej z jego klejnotami rodzinnymi. Bez żadnych tłumaczeń. Tak, tak - zaczęli tańczyć. Raz w prawo. Raz w lewo. Prawo. Lewo. Po małym okręgu. Lewo. I prawo. Tu potknęła się o własne nogi, tam straciła poczucie rytmu, tu zawadziła o brzeg sukienki, a jeszcze potem nadepnęła kilkakrotnie na jego stopę. - Zaiste, jeśli uwielbiasz być taranowanym - mruknęła, po raz kolejny potykając się o własne stopy, gubiąc rytm i prawie się przewracając.
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Drew Huntington on Pią 19 Lis - 12:24

Umniejszać, umniejszało to jego sukces ale wciąż górował. Przynajmniej w swoim dziwnym mniemaniu. W każdym razie Etain straciła cierpliwość i zamiast wyperswadować mu to i owo dość rzeczowo i lakonicznie, zgodziła się zatańczyć. Była zła, wyczuć to było można prawie na kilometr, ale Drew jakoś nie specjalnie się tym przejmował.
Tutaj go nadepnęła, tu popchnęła, więc zwolnił tempo dość znacząco wychodząc poza rytm. Bolało go to wewnętrznie, ale cóż poradzić?
- Nie, nie bawi mnie to. Zadałaś dobre pytanie i szczerze powiedziawszy, sam wcześniej się nad tym zastanawiałem. Odpowiedź jest prosta: tylko w tej formie ze mną porozmawiasz, zauważyłaś że istnieję, a to już jest dla mnie nagroda sama w sobie. – Odpowiedział dość beztrosko, uśmiechając się nieco… koślawo? Ale chyba przez to, że w tym momencie stópka puchonki stanęła na jego palcach. I podziękował w duchu Merlinowi za to, że dziewczyna nie ma szpilek.
Nie zauważyć jej wzroku po prostu się nie dało. Dlatego jego wargi przybrały potulniejszy uśmiech, a on sam nie tyle skurczył się w sobie, co zrozumiał jej aluzję, nie komentując głośno.
A na końcu języka aż go świeżbiło, by skomentować jej niezdarstwo. Po cholerę zgodziła się na ten taniec, skoro doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że nie potrafi tańczyć?! I znów wrócił do wcześniejszej myśli, że gdyby nie chciała – zmieszałaby go z błotem i odeszła do któregoś ze swoich licznych, meskich przyjaciół. O, kątem oka zauważył jak Holden zaczyna bić przy lożach kogoś, ale mało go to obchodziło. Odwrócił Etain tak, by jej wzrok tego nie wychwycił. Przytrzymał ją mocniej, by się nie przechyliła do tyłu i uśmiechnął wyrozumiale.
- To zależy od osoby, która mnie taranuje. – Odparł z uśmiechem.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Étaín Seward on Pią 19 Lis - 19:18

Wszelkie próby wyperswadowania mu tego rzeczowo i dość lakonicznie zdały się na nic, a biednej, zmęczonej jego paplaniną i rzucaniem grochem o ścianę dziewuszce nie pozostało nic innego, jak zgodzić się na jeden taniec, żeby wreszcie się odczepił. Étaín nie była zła. Étaín była podirytowana. A z dwojga złego to chyba nawet gorsze. Jeśli zależało mu, żeby w jakiś sposób zmienić jej zdanie o sobie czy też wytworzyć dobre pierwsze wrażenie kogo-on-tam-udawał, w ten sposób raczej niczego nie osiągnie. Wszak ma do czynienia z prawdziwym uparciuchem!
- W takim razie podtrzymuję swoje zdanie, że jesteś psycholem. Ale z drugiej strony, mam obstawę w postaci sześciu rosłych mężczyzn - "Z czego jeden jest wilkołakiem", dodała w myślach - więc chyba nie muszę się ciebie bać. Choć w sumie wypadałoby ci na wstępie oznajmić, że żadne prześladowanie i ganianie z nożem po szkole mnie nie bawi. - Najwyraźniej w czasie wakacji Sewardówna naoglądała się zbyt wielu mugolskich horrorów i teraz w jej główce tworzą się tak masakryczne scenariusze.
O przepraszam - poinformowała go, że zupełnie nie potrafi tańczyć i ładnie podziękowała mu za propozycję. Ale to on nalegał, żeby poszaleć z nią na parkiecie i teraz dostawał swoją zapłatę. Nie powinien nad interpretować jej zachowania - Étaín nie należała do tych typowych dziewcząt, które mówiły jedno a myślały drugie, albo wcale nie mówiły i wymagały, żeby je zrozumieć. Jeśli jej rumiane usteczka już coś wypowiedziały, tak właśnie było i nie należy szukać w tym górnolotnych podtekstów. Nie chciała tańczyć i go o tym poinformowała. Gdyby odeszła do Holdena, polazłby za nią, więc nie widziała w tym sensu. A o tym, dlaczego się zgodziła, już było. - W takim razie, oprócz bycia psychopatą, jesteś jeszcze masochistą - odparła uśmiechając się przepraszająco, kiedy po raz kolejny nadepnęła na jego stopę. Ale jakby nie było - sam chciał!
avatar
Étaín Seward
Dorosły

Liczba postów : 266
Czystość krwi : 1/4
Skąd : Belfast

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Drew Huntington on Pią 19 Lis - 19:24

Słysząc jej wypowiedź, nie mógł się nie uśmiechnąć. Nie ztego, że wyobraził sobie taką a nie inną scenkę, ale dlatego że Etain nadal munie wierzyła, iż nie ma względem niej złych zamiarów.
- Dobrze, podsumowując jestem masochistycznym psychopatą.Według ciebie oczywiście, a zdania chyba twojego nie zmienię. – skwitował,czując się coraz bardziej zmęczonym tym całym przedstawieniem jakie urządzał. Nieto, że mu się znudziło. Wiedział, że próba nagięcia reguł puchonki będzieciężka i spodziewał się kłopotów. Ale nie tak negatywnego nastawienia, jakie(jego zdaniem) prezentowała dziewczyna. – Wierzę, że potrafisz sobieporadzić sama. Ale jak obiecałem: po tym tańcu nie zamierzam ciebie dłużejmęczyć.
Wmawiał sobie, że to nie była kapitulacja. O nie, musiałtwardo i hardo tańczyć nadal! Ot, co. piosenka powoli chyliła się ku końcowi,zatem Etain już niedlugo zostanie oswobodzona od towarzystwa natrętnegoczłowieka.
avatar
Drew Huntington
Śmierciożerca

Liczba postów : 158
Czystość krwi : Czysta
Skąd : Brandford, hrabstwo West Yorkshire

Powrót do góry Go down

Re: Parkiet

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach